Każdy jest tyle wart, ile wykona pracy
Jeden metr zapory możecie zbudować w ciągu 57 minut!
Kto pracuje, służy wszystkim
Kto nie pracuje, niech nie je!
I tak dalej. Gdy pomyślimy, że te drewniane ogrodzenia otaczały na całym świecie ponad trzysta tysięcy kilometrów morskich wybrzeży, będziemy mogli sobie wyobrazić, ile motywujących i pożytecznych haseł zmieściło się na nich.
Jednakże te godne pochwały prywatne inicjatywy, które starały się przyzwoicie i humanitarnie kształtować stosunek społeczności ludzi do Płazów, szybko okazały się niewystarczające. Wprawdzie stosunkowo łatwo było wdrożyć Salamandry, jak się to mówi, do procesu produkcyjnego, ale znacznie bardziej skomplikowane i trudniejsze okazało się włączenie ich w jakiś sposób w powstające porządki społeczne. Bardziej konserwatywnie nastawieni ludzie twierdzili wprawdzie, że tu nie ma co mówić o jakichś problemach prawnych czy publicznych. Płazy są ponoć najzwyczajniej w świecie własnością swego pracodawcy, który za nie ręczy i odpowiada też za ewentualne szkody, które by jego Płazy wyrządziły. Pomimo swej niewątpliwej inteligencji Salamandry nie są w znaczeniu prawnym niczym innym, jak tylko przedmiotem, rzeczą albo mieniem, i każda specjalna regulacja prawna dotycząca Płazów stanowiłaby rzekomo niepokojącą ingerencję w święte prawa własności prywatnej. Tymczasem druga strona oponowała, że Płazy jako istoty inteligentne i w znacznej mierze odpowiedzialne mogą samowolnie i w rozmaity sposób naruszać obowiązujące prawa. Jakby zareagował właściciel Płazów na to, że ma ponosić odpowiedzialność za ewentualne występki swoich Salamander? Takie ryzyko niewątpliwie podłamałoby prywatną przedsiębiorczość w dziedzinie prac wykonywanych przez Płazy. W morzu nie ma płotów, mówiło się. Płazów nie da się zamknąć, żebyście je mieli pod nadzorem. Dlatego trzeba na drodze prawnej zobowiązać same Płazy, żeby respektowały ludzki porządek prawny i kierowały się przepisami, które zostaną dla nich wydane58.
O ile wiadomo, pierwsze ustawy dla Salamander zostały wydane we Francji. Jedna z nich określała obowiązki Płazów w przypadku mobilizacji i wojny. Druga ustawa (zwana lex Deval) nakazywała Płazom osiedlanie się tylko w tych miejscach na wybrzeżu, które wskaże im ich właściciel albo odpowiedni urząd departamentalny. Trzecia ustawa mówiła o tym, że Płazy są bezwarunkowo zobowiązane do podporządkowania się wszystkim zarządzeniom policyjnym; gdyby tego nie uczyniły, urzędy policyjne mają prawo karać je zamknięciem w suchym i jasnym miejscu albo nawet pozbawieniem pracy na dłuższy czas. W odpowiedzi na to partie lewicowe zgłosiły w parlamencie propozycję, żeby opracowano prawodawstwo socjalne dla Salamander, które by określiło ich pracownicze obowiązki, a na pracodawców nałożyło określone zobowiązania wobec pracujących Płazów (na przykład zgodę na czternastodniowy urlop w okresie wiosennego parzenia). Natomiast skrajna lewica domagała się, żeby Płazy w ogóle zostały wydalone z kraju jako wrogowie ludu pracującego, którzy na usługach kapitalistów pracują zbyt dużo i prawie za darmo, zagrażając tym poziomowi życia klasy robotniczej. Dla wzmocnienia tego postulatu doszło do strajku w Breście oraz do wielkich demonstracji w Paryżu; było wielu rannych, a minister Deval musiał podać się do dymisji. We Włoszech Salamandry zostały podporządkowane specjalnej Korporacji Płazów, złożonej z pracodawców i urzędów, w Holandii były administrowane przez ministerstwo budownictwa wodnego — krótko mówiąc, każde państwo rozwiązywało Problem Płazów po swojemu i odmiennie, ale wiele aktów urzędowych, określających publiczne obowiązki i odpowiednio ograniczających zwierzęcą swobodę Płazów, było wszędzie bardzo podobnych.
Rzecz zrozumiała, że wraz z pierwszymi ustawami dla Płazów pojawili się ludzie, którzy w imię prawnej logiki wnioskowali, że jeśli ludzie nakładają na Salamandry określone obowiązki, muszą też przyznać im pewne prawa. Państwo, które stanowi prawo dla Płazów, uznaje je ipso facto za istoty odpowiedzialne i wolne, za podmioty prawne, ba — wręcz za obywateli ich państwa. A w takim razie trzeba będzie uregulować jakoś ich obywatelski stosunek do państwa, pod którego legislatywą żyją. Można byłoby wprawdzie uznać Płazy za emigrantów, ale w takim przypadku państwo nie mogłoby oczekiwać od nich pewnych usług czy obowiązków w czasie mobilizacji lub wojny, jak to się dzieje we wszystkich (z wyjątkiem Anglii) cywilizowanych krajach. Będziemy zapewne oczekiwać od Płazów, żeby w przypadku konfliktu wojennego broniły naszych wybrzeży, ale wówczas nie możemy pozbawiać ich pewnych praw obywatelskich, na przykład prawa wyborczego, prawa do zgromadzeń, reprezentacji w różnych organach publicznych i tak dalej59. Proponowano nawet, żeby Salamandry miały jaką taką podmorską autonomię, lecz te i inne rozważania miały charakter czysto akademicki. Do żadnego praktycznego rozwiązania nie doszło, przede wszystkim dlatego, że Płazy nigdy i nigdzie nie domagały się praw obywatelskich.
Podobnie bez większego zainteresowania i udziału Płazów przebiegła inna wielka dyskusja, która toczyła się wokół problemu, czy Płazy mogą być chrzczone. Kościół katolicki zajmował od początku konsekwentne stanowisko, że nie. Ponieważ Płazy nie są potomkami Adama, nie zostały poczęte w grzechu pierworodnym, więc nie mogą być poprzez sakrament chrztu od tego grzechu oczyszczone. Kościół święty nie chce w żaden sposób rozstrzygać kwestii, czy Płazy mają nieśmiertelną duszę albo jakiś inny udział w miłosierdziu i zbawieniu bożym. Jego przychylność wobec Płazów może przejawiać się jedynie w tym, że będzie o nich pamiętać w specjalnej modlitwie, która będzie czytana w określone dni obok modlitwy za dusze w czyśćcu cierpiące i wstawiennictwa za niewierzącymi60. Trudniej miały Kościoły protestanckie; przyznawały wprawdzie Płazom rozum, a więc i zdolność do zrozumienia nauki chrześcijańskiej, ale wahały się przed uczynieniem ich członkami Kościoła, a tym samym również braćmi w Chrystusie. Ograniczyły się więc do tego, że wydały (w wersji skróconej) Pismo Święte dla Płazów na nieprzemakalnym papierze i rozprowadziły je w milionach egzemplarzy. Rozważano też stworzenie dla Płazów (w analogii do Basic English) jakiegoś Basic Christian, podstawowego i uproszczonego nauczania chrześcijańskiego, ale próby poczynione w tym kierunku wywołały tyle sporów teologicznych, że ostatecznie zrezygnowano z tego61. Mniej skrupułów miały niektóre sekty religijne (zwłaszcza amerykańskie), które wysyłały do Płazów swoich misjonarzy, aby głosili im Prawdziwą Wiarę i chrzcili je zgodnie ze słowami Pisma: „Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody”. Jednakże tylko niewielu misjonarzom udało się dostać za drewniane ogrodzenie oddzielające Salamandry od ludzi. Pracodawcy bronili im dostępu do Płazów, żeby swymi kazaniami nie odciągali ich od pracy. Widać więc było tu i ówdzie kaznodzieję, który stojąc przy drewnianym płocie pośród psów, wściekle szczekających na swych wrogów po drugiej stronie ogrodzenia, daremnie, ale z zapałem objaśniał Słowo Boże.
O ile wiadomo, nieco bardziej przyjął się wśród Płazów monizm62. Niektóre Płazy wierzyły też w materializm, złoty standard i inne naukowe wykłady wiary. Pewien popularny filozof nazwiskiem Georg Sequenz stworzył nawet specjalną religię dla Płazów, której głównym i najwyższym artykułem była wiara w Wielkiego Salamandra. Wprawdzie ta wiara w ogóle nie przyjęła się wśród Płazów, ale za to znalazła wielu zwolenników wśród ludzi, szczególnie w dużych miastach, gdzie niemal z dnia na dzień powstało mnóstwo tajnych świątyń tego kultu63. Płazy same w późniejszych czasach przyjęły powszechnie inną wiarę, o której nie wiadomo, skąd się wśród nich wzięła. Było to czczenie Molocha, którego wyobrażały sobie jako ogromnego Płaza z ludzką głową. Miały podobno olbrzymie figury podmorskich bożków z żeliwa, które zamawiały u Armstronga albo u Kruppa, ale bliższe szczegóły o ich kultowych obrzędach, ponoć niezwykle okrutnych i tajemniczych, nigdy nie wyszły na jaw, ponieważ odbywały się one pod wodą. Zdaje się, że ta wiara rozszerzyła się wśród nich dlatego, że imię Moloch przypominało im niemiecką nazwę przyrodniczą Płaza (Molch).