Bellamy wzruszył ramionami.
— Płazy to płazy — mruknął wymijająco.
— Przed dwustu laty mówiono, że Murzyni to Murzyni.
— A czy nie była to prawda? — odparł Bellamy. — Szach!
Tę partię przegrałem. Miałem nagle wrażenie, że każdy ruch na szachownicy został już kiedyś przez kogoś zrobiony. Może i nasza historia była już kiedyś rozegrana, a my przesuwamy nasze figury takimi samymi posunięciami ku takim samym porażkom jak kiedyś. Może właśnie taki przyzwoity i cichy Bellamy chwytał kiedyś Murzynów na Wybrzeżu Kości Słoniowej i woził ich na Haiti albo do Luizjany, pozwalając im zdychać w ładowni. Nie wydało mu się to niczym złym. Bellamy nie ma nigdy złych intencji. Dlatego jest niereformowalny.
— Czarne przegrały — powiedział Bellamy z zadowoleniem i wstał, przeciągając się.
48. nauka, która natychmiast zwróciła uwagę na badanie Płazów zarówno od strony cielesnej, jak i duchowej — Przytaczamy sprawozdanie z kongresu naukowego w Paryżu, napisane przez naocznego świadka.
I. Congrès d’urodèles
W skrócie nazywa się go Kongresem Płazów Ogoniastych, choć jego oficjalna nazwa jest nieco dłuższa: Pierwszy Międzynarodowy Kongres Zoologów dla Badań Psychologii Płazów Ogoniastych. Jednakże prawdziwy paryżanin nie lubi zbyt długich nazw. Ci uczeni profesorowie, którzy zasiadają w amfiteatrze Sorbony, są dla niego po prostu Messieurs les Urodèles, panowie płazy ogoniaste, i tyle. Albo jeszcze krócej i bardziej lekceważąco: Ces Zoos-là.
Poszliśmy więc popatrzeć na Ces Zoos-là bardziej z ciekawości niż ze sprawozdawczego obowiązku. Z ciekawości, która nie dotyczyła uniwersyteckiego potencjału tych na ogół starszych okularników, lecz właśnie owych... stworów (czemu pióro wzbrania się przed słowem „zwierząt”?), o których już tyle napisano, począwszy od grubych ksiąg naukowych, po bulwarowe przyśpiewki, i które są rzekomo — według niektórych — dziennikarskim humbugiem, według innych istotami pod wieloma względami zdolniejszymi niż sam pan stworzenia i jego koronne dzieło, jak jeszcze dzisiaj (pisząc to, mam na myśli okres po wojnie światowej i innych okolicznościach dziejowych) mówi się o człowieku. Miałem nadzieję, że szacowni panowie uczestnicy Kongresu dla Badań Psychologii Płazów Ogoniastych dadzą nam, laikom, jasną i ostateczną odpowiedź, jak ma się rzecz z tymi legendarnymi zdolnościami Andriasa Scheuchzeri; że powiedzą nam: tak, to jest stworzenie rozumne albo przynajmniej tak dalece zdolne do korzystania z dobrodziejstw cywilizacji, jak wy czy ja; dlatego w przyszłości należy się z nim liczyć, tak jak należy liczyć się z przyszłością ludzkich ras niegdyś uważanych za dzikie i prymitywne. Niestety, żadna taka odpowiedź, ba — nawet pytanie o to na kongresie nie padły. Dzisiejsza nauka jest zbyt... profesjonalna, żeby zajmować się tego rodzaju problemami.