— Zbawiciel mówi jednak, że nie wejdzie do królestwa niebieskiego, kto nie będzie jako owe dzieciątka.

Młynarz wyobrażał sobie, że potrafi ją — biegłą w Piśmie Świętym — pokonać słowem z niego zaczerpniętym.

— Tak jest, Zbawiciel powiada, że musimy się stać jako dzieciątka. Jego łaska nam to ułatwia... Ale nie powinniśmy pozostać dziećmi, nawet gdyby to było możliwe. Gdyby to wystarczyło, czyż byłoby potrzebne odkupienie takiej niewinnej istoty... na cóż by była potrzebna śmierć Chrystusa Pana na krzyżu? Tacy ludzie nie istnieją. Wszyscy urodziliśmy się w grzechu i musimy sobie uświadomić, że jesteśmy grzeszni.

Jeśli Jakub doznał poprzednio przedwczesnej dumy, okazując swą znajomość Pisma Świętego, to teraz doznał upokorzenia. Ale upokorzenie to powitał radośnie. Przede wszystkim podziwiał pewność siebie, z jaką wywinęła się z sideł, które na nią zastawił. Wydawało mu się w tej chwili, że Hanna jest prawdziwym cudem mądrości i teologicznej bystrości.

— Doprawdy, panno Christensen, sądzę, że przemawiałaby pani z kazalnicy znacznie lepiej aniżeli nasz proboszcz.

Hanna z niechęcią wstrząsnęła ramionami.

— Czemu pan kpi? To nie tak łatwo wypowiedzieć trafnie swoje przekonanie... a ja miałam w każdym razie najlepsze zamiary.

Była bliska płaczu i chciała się oddalić. Młynarz uchwycił ją za rękę i przytrzymał.

— Czemu ma pani o mnie tak złe mniemanie, panno Hanno? I ja mogę powtórzyć to samo? Trudno jest wyrazić swoje zdanie, ale w każdym razie miałem najlepsze zamiary. Chciałem powiedzieć, że wszystko, co pani wygłasza, jest bardzo dobre i piękne i że zawsze chętnie słuchałbym słów pani.

— No, jak mi się zdaje, słucha ich pan dosyć często — odpowiedziała Hanna, rumieniąc się lekko — i obawiam się, że nieraz mogę pana znudzić.