Wszedł szybko po ostatnich schodach i zwrócił się do leśniczego:

— Wilhelmie! Wyświadcz mi wielką łaskę. Idź tam sam, ja... ja nie mogę.

— Ano, dobrze... pójdę sam — odpowiedział leśniczy, biorąc lampkę z jego rąk.

— Zaczekaj, zapalę i tutaj światło i zatrzymam młyn; tak nie możesz pójść na górę.

Odnalazł drugą małą, podobną lampkę i zaświecił ją. Potem chciał wyjść na galeryjkę.

Leśniczy powstrzymał go.

— Słuchaj. Jakubie! — wołał, natężając głos, by przekrzyczeć hałas. — Czyż nie mówiłeś poprzednio, że do zatrzymania młyna służy ściskadło?

— Tak jest... użyję go teraz właśnie.

— Nie, nie! Daj spokój. Lepiej pozostawić wszystko tak, jak jest... tam na górze, rozumiesz?

— W takim razie musisz się mieć na baczności.