Wydało mu się, że może jego zdziwienie nie brzmi dość szczerze. Ale stojący obok człowiek nie był bynajmniej bystrym obserwatorem.

— Zginęli obciążeni grzechem — rzekł leśniczy.

Księga V

I

W małej mieszkalnej izbie młynarza, dokąd z ogrodu wdzierało się radośnie wiosenne słońce, siedzieli Jakub i leśniczy. Ten ostatni zajmował honorowe miejsce na sztywnej kanapie. Młynarz siedział naprzeciwko, po drugiej stronie okrągłego stołu.

Leśniczy przyjechał umyślnie w tym celu, aby ofiarować przyjacielowi wykończone nareszcie dzieło pracy swych rąk, gotową już półkę na kwiaty. Wspaniały ten sprzęt stał przy oknie i miał także wiosenny wygląd; wprawdzie brakowało mu jeszcze liści i kwiecia, ale dzięki świeżości lakieru szklił się niby pąk kasztana, mający rozwinąć się lada chwila. Obdarowany wyraził swą gorącą radość i podziw.

Obaj mężczyźni palili, czekając na kawę.

— Rok już upływa, odkąd Chrystyna nie żyje — zauważył leśniczy.

— Tak, właśnie dzisiaj przypada rocznica jej śmierci — odparł młynarz z westchnieniem.

Leśniczy strzepał ostrożnie popiół z cygara do popielniczki, a młynarz pociągnął dym z fajki.