Kiedy zaś nadjechały wozy z ratownikami z sąsiednich osad, otwarł się przed nim nowy krąg akcji. Głos jego brzmiał teraz także z gościńca.
— Słuchajcie, dzieci, trzeba konie odsunąć od ognia! Oho! Oho!... Stój no spokojnie, stare konisko!... Tak, jedźcie do stawu w Smoczym Dworze... tam jest wody aż do zbytku!
Kiedy wreszcie zajechała na podwórze sikawka i skierowano ją do walki z ogniem grożącym piekarni, wtedy Smok znalazł się naprawdę w swoim żywiole — wśród syku wodnego strumienia, wśród trzaskania ognia rozlegał się ciągle jego dobroduszny, tubalny głos:
— Ostro, chłopcy! Niech stara maszyna nie próżnuje! Witaj nam, Hoyerze! — Przerwał teraz na chwilę swoją komendę, aby przywitać sąsiada, który siedział obok niego podczas stypy, starego chłopa o czworokątnej twarzy. Przyjechał on właśnie, przywożąc parę beczek wody i swoje szerokie oblicze, podobne do dzbana z wodą. — Świetnie, Hoyerze! Zastęp dzielnych ludzi powiększa się o jeszcze jednego dzielnego męża!
Dzban szczęknął cichutko na powitanie:
— No, panie Andersen! Jakże się odbyły ostatnie zawody strażackie? Jakaż była stawka nagrody?
— Moje ostatnie zawody strażackie?... Nie najgorzej, ha, ha! Ale zdaje mi się, że szkoda mówić o tym, w porównaniu z dzisiejszym dniem!... Ostro, chłopcy! Plunąć w garść i pompować co sił, niech trzeszczy!... Dalej, chłopcy, ostro!... Co, Hoyerze? Ładna gra strażacka... stawką jest cały młyn, dam ci to na piśmie!
— Nie trzeba, panie Andersen, wierzę panu i bez tego... Młyn bardzo zagrożony — zgrzytnął dzban stojący teraz tuż poza plecami Smoka. Nagle zaś upodobnił się do wielkiej glinianki na oszczędności, wyrażając jednocześnie głośno przypuszczenie, że młyn jest wysoko ubezpieczony.
— O tak! Bardzo wysoko ubezpieczony! Wiesz pan... jeżeli o to chodzi, stare pudło niech się spali do gołej ziemi... tak, i daję temu moje błogosławieństwo! Bo powiadam wam, Hoyerze, ten młyn był niesamowity. Tak, Hoyerze, święcie w to wierzę... ha, ha! Hoyerze... wierze... co?... rym jak w kantyczkach.
Ten nieoczekiwany rym wywołał gwałtowny wybuch śmiechu zachwyconego Smoka i przeciągłe trzeszczenie dzbana.