Złożył pobożnie ręce i błagał Boga, aby wyzwolił go z jego własnej grzesznej natury, modlił się, aby umarł w nim szatan i wszelkie zło i aby odrodził się jako nowy człowiek, odkupiony łaską Zbawiciela. Nie patrzył już na płonący młyn, wzniósł wzrok wyżej w górę, gdzie rozproszyły się czerwone łuną chmury i zabłysła jasna gwiazda na niebie.
Stał tak tylko przez parę sekund — ale dla niego czas zatrzymał się, a wszystko, co go otaczało, znikło. Uczuwał niesłychaną jasność umysłu i bezgraniczy pokój ducha. Jakże chętnie umarłby w tej chwili — wiedział jednak, że nie śmierć jest mu przeznaczona. Życie stawiało mu jeszcze swoje wymagania: sprawca musiał zebrać gorzkie, z ziemi zrodzone owoce swego czynu.
Niejasne wrażenie, że ktoś go obserwuje, przywróciło go do rzeczywistości. Mimo woli obejrzał się w bok. Oczy jego spotkały się z kochającym spojrzeniem Hanny; skinął jej głową i uśmiechnął się — chociaż uśmiech ten był blady i smutny.
Hanna przystanęła w odległości paru kroków, zauważyła bowiem, że się modli. Chętnie modliłaby się z nim razem. Jednocześnie prąd niebieskiej i ziemskiej miłości opanował jej myśli, gdy ujrzała, że oblicze ukochanego mężczyzny promieniuje tak głębokim i oderwanym od wszystkich światowych rzeczy nabożeństwem. Pragnęła, aby jej brat był tu obecny w tej chwili. Twierdził on bowiem niejednokrotnie, że Jakub skłania się nieco ku światowemu poglądowi i nie odnalazł jeszcze drogi do Boga, i że ona właśnie jest powołana, by obudzić jego ducha. A teraz okazało się, że Jakub był silniejszy duchem aniżeli ona. Znalazł swoją drogę, chociaż nie rozczytywał się w umoralniających broszurach ani nie odwiedzał zebrań misyjnych.
Zbliżyła się wzruszona do głębi i uchwyciła jego rękę.
— Podziękujmy Bogu, że cię ocalił.
— Tak jest, Hanno! Bóg mnie ocalił!
Słowa młynarza były właściwie tylko potwierdzeniem tego, co powiedziała, a czemu — jak dobrodusznie mniemała — nikt by chyba nie zaprzeczał. Młynarz wypowiedział jednak te słowa z tak szczególnym naciskiem, głos jego brzmiał tak uroczyście, że Hanna spojrzała na niego, zapytując wzrokiem, jak należy to rozumieć.
Młynarz bądź nie zauważył tego niemego zapytania, bądź nie chciał na nie odpowiedzieć.
— Najdroższa Hanno — odezwał się — czy nie zechciałabyś przyprowadzić swego brata? Pragnąłbym pomówić z wami.