Hanna uchwyciła jego prawą rękę i uczuła, że ręka ta jest zimna i zroszona potem.
— Na Boga! Jakubie, jak to rozumiesz?
Brat jej jednak skinął głową uspokajającym ruchem.
— Tak, tak, Hanno! Stało się tak, jak Jakub powiada. Przecież już dawniej sami zauważyliśmy, że Jakub wszedł na drogę nawrócenia się.
— O, czuję to, że nawróciłem się. Ale niedobrze pojąłeś moje słowa. Stało się tak, jak przewidywałeś w przypuszczeniach. Albowiem... drodzy przyjaciele, nie potępicie mnie chyba, skoro Bóg jest miłosierny... ja to uczyniłem... uczyniłem świadomie... zabiłem ich... w przystępie gniewu.
Leśniczy cofnął się o krok w tył — ale bynajmniej nie pod wpływem przerażenia i wstrętu, chociaż młynarz tak to zrozumiał, gdy jego ręka, spoczywająca dotąd na ramieniu przyjaciela, opadła nagle w dół bezwładnie. Nie! Leśniczy chciał tylko spojrzeć dokładnie na twarz szwagra, by się przekonać, czy nie wpadł w obłęd. Hanna nie wątpiła w tej chwili, że naprawdę oszalał. Upiorna zjawa i uderzenie pioruna pomieszały mu zmysły. Tuląc się do niego, szeptała:
— Jakubie! Nie mów tak! Oprzytomnij, najdroższy!
Ale brat jej, który w boleśnie skrzywionych rysach młynarza wyczytał jego zupełną poczytalność i który nagle wzbudził w swej wyobraźni liczne drobne wspomnienia i uszeregował je — pojął teraz, że szwagier jest winny. I po chwili milczenia rzekł, składając mimo woli ręce jak do modlitwy:
— Masz słuszność, Jakubie! Bóg jest miłosierny, a Chrystus i za twoje grzechy umarł na krzyżu.
Kiedy Hanna usłyszała te słowa brata i zobaczyła potakujące ruchy Jakuba, nie mogła dłużej przypuszczać, że jej narzeczony dostał pomieszania zmysłów. Bezlitosna prawda wyglądała ku niej z oczu młynarza, który z boleścią wpatrywał się w nią i szeptał: