W tej samej chwili zbliżyła się dziedziczka, prowadząc Janka za rękę. Karo biegł za nimi, naszczekując.

— Aha, jesteście tutaj?... Urządzimy zapewne naradę familijną? No, niebezpieczeństwo już minęło, a odbudowa młyna nie potrwa długo.

— Gdzie byłeś do tej pory, Janku? — zapytał młynarz, podnosząc chłopca i tuląc go tak serdecznie, że aż zwróciło to uwagę teściowej.

— Stałem obok stajni, mama mnie tam postawiła. Ale babcia zabrała mnie z sobą, a z nią przecie mogłem przyjść?

— Oczywiście — wtrąciła Hanna i pogłaskała go po ręce, usiłując jednocześnie uśmiechnąć się do dziedziczki.

— Przyjechał sędzia śledczy — zauważył młynarz.

— No tak — odpowiedziała dziedziczka. — Bawił tu w pobliżu z powodu wykrycia kradzieży, jak powiada... co prawda Kirkeby jest oddalone o dobre pół mili. Niepotrzebnie nakładał drogi, szkoda koni. I nie wiadomo, czego tutaj szuka! Nie podejrzewa chyba, że ty sam podłożyłeś ogień?

— Czy powiedział, że ojciec podłożył ogień? — zapytał Janek i rozpłakał się ze złości.

Młynarz próbował go uspokoić.

— Nie, nie... babka żartuje tylko.