— O nie, to dobre dla zwierzęcia, ale nie dla człowieka.
— Czemu nie dla człowieka także?
— Nie, nie chciałabym tak schodzić ze świata. Chciałabym mieć czas, by przygotować się na śmierć, by pożegnać się ze swoimi i z życiem... a przede wszystkim przygotować duszę do tej wędrówki w wieczność.
— To prawda. Tak samo umierała i Chrystyna błogosławioną śmiercią.
Młynarz zatrzymał się, gdy rozmowa zeszła na te poważne tony i z podziwem spoglądał na dziewczynę. „Jaka ona mądra — zastanawiał się — ktoś inny ani nie pomyśli o czymś takim, a to jednak słuszne — i ja nie chciałbym umierać nagłą śmiercią, może obciążony grzesznymi myślami... Jest pobożna i mądra. Doprawdy, współżycie z nią może człowieka zrobić lepszym. Jak słusznie przewidziała to Chrystyna i jakie to szczęście dla mnie, że umarła spokojną śmiercią i utorowała mi tę drogę!”
Milczenie zaciążyło dziewczynie. Przeraziła się, że wspomnienie śmierci Chrystyny pogrąży gościa w smutku, i dlatego zdecydowała się zaniechać tego tematu rozmowy. Nagłym ruchem zwróciła się ku bratu.
— I cóż, Wilhelmie, czy praca na dzisiaj już skończona?
— Nie, niezupełnie.
— Mam nadzieję, że nasze przybycie nie przeszkodziło ci w pracy — wtrącił młynarz.
— O, bynajmniej, konie były już pomęczone. Niełatwe to zadanie dla tych malców ciągnąć pług. Zwłaszcza lewy, młodszy, męczy się.