— Że to nie jest wszystko — powtórzyła Ola tonem na wpół potwierdzającym. — Bardzo nastrojowy krajobraz — dodała potem.
— I więcej nie widzisz nic?
— Nic.
Strumieński uśmiechnął się tryumfująco, gdyż obraz ten zawierał w sobie jeszcze coś, o czym Ola dowiedziała się dopiero w wiele lat później.
— Przy tym i przy innych pejzażach — rzekł — szło nam o rozwiązanie zagadki, jak wygląda natura, gdy jej człowiek nie podgląda. Jakim ci się np. wydaje ten odpływ wody?
— A czy natura jest inną, gdy się jej nie podpatruje? — spytała Ola, sądząc, że tym tak prostym pytaniem wprowadzi w kłopot męża.
— No nie, naturalnie, to wszyscy wiemy. Ale też w sztuce nie idzie o odtwarzanie pospolitej rzeczywistości, lecz hipotez serca — a człowiek ma prawo to i owo sobie myśleć.
— Zupełnie nie pojmuję, coście rozumieli przez te... jak powiedziałeś?... hipotezy serca?
— Toteż ja ciebie chcę tego nauczyć, moja duszo — rzekł Strumieński tonem przewagi i pocałował Olę.
— Ja mam lepsze rzeczy do roboty niż malowanie — odparła Ola, a potem, chcąc naprawić wrażenie tych słów, oddała mężowi całus i mówiła — Jakże mi ciebie rozkaprysiły, czego to ja ciebie będę musiała oduczyć, moja duszo!