Dziś niestety zamiast się łączyć — boczą od siebie, — zamiast się wspierać wyzyskują się wzajem — i upadają osobno.
Anglia biorąc pożyczkę na zamorskie zboże, daje rękojmię na dymie z kominów fabrycznych dumnie kłębiącym w obłoki, — my damy ją chyba na dymie bijącym z kominów kuchni naszych, — na dymie ścielącym się pod strzechą kurnych chatek naszych!
I otóż różnica naszej biédy od biédy — na Zachodzie. Ale nie jedyna: Tam biedny bywa tylko wyrobnik przerwą ruchu handlowego pozbawiony zarobku, — u nas przeciwnie wyrobnikowi nigdy zarobku nie braknie! — Tam głodni wołają: Pracy; — my wołamy: Rąk do pracy! — Tam
rękom brak zajęcia czasem, — u nas rąk zawsze nie staje.
To druga, to wielka różnica.
Tam ziemia uboga, ciągłej wymaga i drogiej podniety, — nam dobry Bóg nie poskąpił szczodrości swej darów, a nie poskąpił ani ziemi, ani ludziom — a my biedni przecie!
To trzecia, to bardzo zasmucająca różnica!
Czemuż tak? — kiedy są wszystkie warunki u nas, by ludzie żyli dostatnio?
Otóż tu źródło naszej niedoli, — tu rada potrzebna.
Pomoc dana ludziom zaradzi tylko chwilowej potrzebie, ale nie zażegna licha. U nas ludzie nie powinni cierpieć niedostatku, — a że przecie cierpią i tak często, tak dotkliwie cierpią a niepodobna przypuścić, iżby rozmyślnie na nędzę się narażali: widać przeto, że indziej — nie w nich źródło złego bije.