śnieżyczki wychyną zza kamieni

szlifowanych niegdyś przez potok

już w płuca nabierz trochę ziemi

i niech cię nie zaskoczą

sroki goniące się po niebie

obłoki skrzypiące na wietrze

(jak blaszane wota w kapliczce

bielonej ptasim łajnem)

zakwitnie wszystko bez ciebie

najwyższy wypuści cię z ręki