i idę w końcu w stronę

ciemniejącej na horyzoncie Gwiazdy

znajduję rozdartą piorunem kapliczkę

gdzie modlę się z cicha

lecz drugą połówką tzw. duszy

już układam limeryk à la Joyce

i myślę o stosunku z napotkaną Czeszką

której wata wystaje skądś tam

i to mnie odstręcza Zresztą

ja się nie podobam kobietom