i przyległych; natkną się na psa czy nie...

Popiół, wszędzie popiół,

rudoszary ślad po wcześniejszych,

teraz dumnych ze swego pióropusza.

Nad dachami wpada w poślizg wiatr

jak cuchnący oddech chorego olbrzyma;

otrzepuję się z sierści, ciemność trwa —

a właściwie trawi resztki. Potem blask.