Taki jeden liczący na miał

czai się z workiem.

Niemowa kręcący głową,

przekonany, że gość urwie lusterko

na gzymsie, ale jednak nie.

Starsza pani w filcowych botkach

z opieki społecznej

metalicznym głosem dworcowej szczekaczki

coś mu tam oznajmia,

a mnie pyta, kiedy się to wszystko skończy.