rury jak żywe wiły się pod tynkiem.

Pokrywała się grubą warstwą śniegu

trawa zieleńsza od wszystkiego.

W górach tłoczyło się nowe powietrze,

by nazajutrz zasypać światłem podwórze.

Trzaskały bramy, przelewała się rzeka,

nic nie mogłem zmienić zapisany w księgach.

„Chrystus chuj” wołali wysłannicy piekła.