Oczywiście, drobny przemysłowiec nie może dotrzymać placu w walce, w której jeden z pierwszych warunków stanowi produkcja na coraz większą skalę, tj. gdzie trzeba być wielkim przemysłowcem, podczas kiedy on jest drobnym.

Że procenty od kapitału spadają w takim samym stopniu, w jakim się powiększają rozmiary kapitału i w jakim kapitał wzrasta, że więc drobny rentier nie może się już utrzymać ze swej renty, że zatem musi się rzucić do przemysłu, powiększyć liczbę kandydatów do stanu proletariusza, wszystko to nie wymaga dowodzenia.

Wreszcie w tym samym stopniu, w jakim kapitaliści zmuszeni są przez naszkicowany powyżej rozwój przemysłu do eksploatowania na coraz większą skalę i tak już olbrzymich środków produkcji i do poruszenia w tym celu wszystkich sprężyn kredytu, w tym samym stosunku potęgują się przemysłowe trzęsienia ziemi, od których świat kupiecki ratuje się, jedynie przynosząc w ofierze podziemnym bóstwom część swego bogactwa, produktów, a nawet samej siły wytwórczej — jednym słowem w tym samym stosunku potęgują się kryzysy. Staja się one częstsze i dotkliwsze już wskutek tego, że równolegle do wzrostu ilości produktów, a zatem równolegle do potrzeby rozleglejszych rynków, rynek światowy coraz bardziej się kurczy; coraz bardziej zmniejsza się ilość niezajętych jeszcze rynków, każdy bowiem kryzys wciąga w wir handlu światowego nawet zupełnie dotąd nieznane lub też mało opanowane rynki. Kapitał zatem nie tylko żyje kosztem pracy. On prócz tego, jak władcy barbarzyńscy, zabiera za sobą do mogiły trupy swych niewolników, całe hekatomby31 robotnicze, ginące od kryzysów. Widzieliśmy więc, że jeżeli kapitał szybko wzrasta, to jeszcze szybciej wzrasta konkurencja pomiędzy robotnikami, czyli innymi słowy, tym bardziej dla klasy robotniczej zmniejszają się źródła zarobku, środki do życia, a wszakże szybki wzrost kapitału stanowi dla pracy najemnej jeszcze najbardziej korzystną okoliczność.

Proudhon

(Z „Socjaldemokraty” Nr 16, 17, 18 z roku 1865)

Londyn, 24 stycznia 65 r.

Szanowny Panie!

Wczoraj otrzymałem od Pana list, w którym prosi mnie Pan o szczegółową ocenę Proudhona32. Brak czasu nie pozwala mi na zaspokojenie Pańskiego żądania. Nadto ani jednego z jego dzieł nie mam obecnie pod ręką. Chcąc jednak dowieść Panu swej dobrej woli, nakreślę tę rzecz pokrótce. Może ją Pan uzupełnić, rozszerzyć, skrócić — jednym słowem uczynić z nią, co pan zechce.33

Nie pamiętam pierwszych występów Proudhona. Jego szkolna praca o „języku powszechnym” (Langue universelle) pokazuje, jak bez ceremonii brał się do rzeczy, do których rozwiązania brakło mu podstawowej wiedzy.

Jego pierwsze dzieło: Co to jest własność (Qu’est-ce que la propriété) jest zarazem bezwarunkowo najlepsze. Jest epokowe, jeżeli nie z powodu nowatorstwa treści, to w każdym razie z powodu pełnego śmiałości nowego sposobu wypowiadania myśli. Naturalnie, że w dziełach znanych mu francuskich socjalistów i komunistów „własność” była na różne sposoby nie tylko krytykowana, ale w sposób utopijny „znoszona”. W dziele tym zachowanie się Proudhona względem St. Simona34 i Fouriera35 jest takie samo jak Feuerbacha36 względem Hegla37. W porównaniu z Heglem Feuerbach jest karłem. A jednak stanowi on epokę po Heglu, ponieważ położył nacisk na pewne punkty, nieprzyjemne dla chrystianizmu i ważne dla dalszego postępu krytyki, które Hegel pozostawił był w tajemniczym półświetle.