Widzimy, że już przed p. Proudhonem ekonomiści „wskazali” na głęboką tajemnicę zawartą w tej sprzeczności i przeciwstawności. Zobaczmy teraz jak po ekonomistach Proudhon ze swej strony tłumaczy ową tajemnicę.
Jeżeli popyt pewnego produktu pozostaje bez zmiany, to jego wartość wymienna spada w miarę wzrostu podaży; innymi słowy: im więcej jest produktu w stosunku do zapotrzebowania, tym niższa jego wartość wymienna, czyli cena. Na odwrót: im słabsza podaż w porównaniu do popytu, tym wyżej podnosi się wartość wymienna, czyli cena produktu; innymi słowy: im rzadsze w stosunku do zapotrzebowania są oferowane produkty, tym bardziej rośnie ich cena. Wartość wymienna produktu zależy od jego obfitości lub rzadkości — lecz zawsze w stosunku do zapotrzebowania. Weźmy jakiś więcej niż rzadki przedmiot, a nawet jedyny w swym rodzaju produkt: będzie go aż za dużo, będzie niepotrzebny, jeśli nie ma na niego zapotrzebowania. Bywa też odwrotnie: kiedy weźmiemy w jakiś produkt istniejący w tysiącach sztuk, będzie go mało, jeśli nie będzie zaspokajał zapotrzebowania, tj. jeżeli będzie na niego zbyt duży popyt.
Są to, można powiedzieć, prawie powszechnie znane ogólniki, musieliśmy je jednak wypowiedzieć, aby uprzystępnić zrozumienie Proudhonowskich tajemnic.
„Chcąc zbadać tę zasadę aż do ostatecznych jej konsekwencji, z konieczności dojdziemy do tego najbardziej logicznego wniosku, że rzeczy, które są niezbędne, a ich ilość nieskończona, nie posiadają żadnej wartości; te zaś, których użyteczność równa się zeru, a są nader rzadkie, powinny mieć cenę nieskończenie wysoką”.
„Zamęt ten do ostateczności doprowadza ta okoliczność, że w gruncie rzeczy nie spotykamy się z tymi dwiema skrajnościami: z jednej strony żaden produkt ludzki nie zdoła pod względem ilości posiąść nieskończonych rozmiarów, z drugiej znowu najrzadsze nawet rzeczy muszą być choć w pewnym stopniu użyteczne, gdyż inaczej nie miałyby żadnej wartości. Wartość użytkowa i wymienna są zatem z konieczności ze sobą spojone, chociaż co do swej istoty dążą one do wzajemnego wykluczenia się” (t. I, str. 39).
Czemuż zamęt Proudhona dochodzi aż do ostateczności? Ponieważ przeoczył zapotrzebowanie; że pewna rzecz może znajdować się w obfitości lub też być rzadka tylko w porównaniu do zapotrzebowania. Usunąwszy popyt, p. Proudhon przyjmuje tym samym, że wartość wymienna równa się rzadkości, a użytkowa obfitości. Istotnie, powiadając, że rzeczy, których użyteczność równa się zeru i które są krańcowo rzadkie, mają nieskończenie wysoką cenę, mówi on po prostu, że wartość wymienna to nic innego jak tylko rzadkość. „Krańcowa rzadkość i równa zeru użyteczność” — to tylko rzadkość w postaci czystej. „Nieskończenie wysoka cena” stanowi maksimum wartości wymiennej, to wartość wymienna w postaci czystej. Oba te wyrażenia zrównuje on między sobą. Wartość wymienna i rzadkość są zatem terminami równoznacznymi. Doszedłszy do tych pozornie „ostatecznych wyników”, Proudhon w samej rzeczy do ostateczności doprowadził słowa, lecz nie treść, jaką one posiadają; bawi się raczej w retorykę niż w logikę. Gdzie spodziewa się znaleźć nowe wnioski, tam znajduje jedynie swe pierwotne założenia w całej ich nagości. Wskutek takiego samego postępowania utożsamia też wartość użytkową i czystą obfitość.
Przyrównawszy wartość wymienną do rzadkości, a wartość użytkową do obfitości, p. Proudhon ze zdziwieniem spogląda, czemuż nie znajduje wartości użytkowej w rzadkości i w wartości wymiennej, ani też wartości wymiennej w obfitości i w wartości użytkowej; a widząc, że w praktyce życiowej nie ma tych krańcowości, musi uwierzyć w jakąś tajemnicę. Istnieje dla niego jakaś nieskończenie wysoka cena, ponieważ nie ma na nią nabywców — a tych nigdy nie znajdzie, dopóki nie weźmie w rachubę zapotrzebowania.
Z jednej strony zdaje się, jakoby obfitość u p. Proudhona powstała sama z siebie. Zapomina on, że wytwarzają ją ludzie i że w ich interesie leży liczenie się z zapotrzebowaniem. W innym bowiem razie skąd doszedłby p. Proudhon do twierdzenia, że rzeczy bardzo użyteczne muszą być bardzo tanie lub nawet nic nie kosztować? Przeciwnie, powinien by wywnioskować, że aby podnieść cenę bardzo użytecznych rzeczy, czyli ich wartość wymienną, należy ograniczyć ich obfitość, ich produkcję.
Kiedy dawni właściciele winnic francuskich żądali prawa zabraniającego sadzenia nowych winnic, kiedy Holendrzy palili azjatyckie przyprawy korzenne i tępili krzewy gwoździkowe, dążyli swym postępowaniem po prostu do zmniejszenia obfitości towarów, aby podnieść ich wartość wymienną. Całe średniowiecze trzymało się tej samej metody, ograniczając prawodawstwem ilość czeladników w warsztacie jednego majstra oraz liczbę narzędzi, którymi mógł się posługiwać (patrz Anderson, Histoire du commerce).
Przedstawiwszy obfitość jako wartość użytkową, a rzadkość jako wymienną — a nie ma nic łatwiejszego jak dowieść, że obfitość i rzadkość są do siebie w stosunku odwrotnym — Proudhon utożsamia wartość użytkową z podażą, a wymienną z popytem. Aby tę antytezę uczynić jeszcze jaskrawszą, wprowadza nowe słowo, zastępując wartość wymienną przez „wartość z przeświadczenia”. Arena walki uległa zmianie — po jednej stronie mamy użyteczność (wartość użytkową, podaż), po drugiej przeświadczenie (wartość wymienną, popyt).