„Cały ten proces wymaga jedynie współpracy w jej najprostszej postaci... Koszty produkcji będą określać wartość produktów we wszelkich okolicznościach, a równe wartości zawsze będą wymieniane na równe. Jeżeli z dwóch osób jedna pracowała pół tygodnia, a druga cały tydzień, to jedna otrzyma dwa razy tyle wynagrodzenia, co druga; ale ta nadwyżka płacy nie będzie ze szkodą dla drugiej: strata, którą jedna poniosła, zgoła nie staje się zyskiem drugiej. Każdy będzie wymieniać swoją indywidualną pracę na rzeczy tej samej wartości, co jego praca, a zysk, otrzymany przez jakąś osobę lub jakiś przemysł, bynajmniej nie będzie stanowił straty innej osoby lub jakiejś innej gałęzi przemysłu. Praca każdej jednostki byłaby jedynym miernikiem jej strat lub zysków”.

„...Ogólne i miejscowe biura (boards of trade) będą określać ilość różnych przedmiotów konsumpcji oraz względną wartość każdego z nich w porównaniu z innymi (liczbę robotników niezbędnych w różnych gałęziach pracy), jednym słowem wszystko, co dotyczy społecznej produkcji i podziału. Czynności tych można będzie dokonywać z tą samą łatwością i w tak samo krótkim czasie dla całego narodu, jak obecnie dla prywatnego towarzystwa... Jednostki będą się łączyły w rodziny, rodziny w gminy, jak to ma miejsce obecnie. Podział ludności na miejską i wiejską nie zostanie zniesiony od razu, chociaż jest on bardzo szkodliwy. W tym zrzeszeniu każda jednostka, jak obecnie, będzie posiadała swobodę nagromadzania, ile jej się spodoba, oraz używania tego, co zbierze, według swej chęci i upodobania... Nasze społeczeństwo, że tak powiemy, stanie się wielkim towarzystwem akcyjnym, złożonym z nader znacznej liczby małych stowarzyszeń akcyjnych, zgodnie pracujących, wytwarzających i wymieniających swe produkty na zasadzie zupełnej równości... Nasz nowy system towarzystw akcyjnych, stanowiący jedynie ustępstwo na rzecz teraźniejszego społeczeństwa, aby dojść do komunizmu, jest w ten sposób urządzony, że indywidualna własność wytworów będzie istniała obok kolektywnej własności sił wytwórczych. System ten składa los każdej jednostki w jej własne ręce i zapewnia jej równy udział we wszystkich korzyściach, jakie daje przyroda i postęp techniczny. Wskutek tego może być zastosowany do obecnego społeczeństwa, by je przygotować do dalszych zmian” (str. 158, 160, 162, 168, 194, 199).

Pozostaje nam odpowiedzieć tylko kilka słów p. Brayowi, który niezależnie od nas wyrugował p. Proudhona, z tą różnicą, że p. Bray zgoła nie ma zamiaru wypowiadać ostatniego słowa ludzkości, a proponuje jedynie wnioski, jakie uważa za odpowiednie dla epoki przejściowej między naszym teraźniejszym ustrojem a przyszłym.

Godzina pracy Piotra wymienia się na godzinę pracy Pawła — oto zasadniczy pewnik p. Braya.

Dajmy na to, że Piotr ma dwanaście godzin pracy, a Paweł jedynie sześć. Wówczas mogą dokonać wymiany jedynie sześciu godzin za sześć godzin. Piotrowi pozostanie więc jeszcze sześć godzin. Co z nimi zrobi?

Albo nic nie zrobi, tj. będzie miał sześć godzin straconych, albo będzie przez inne sześć godzin próżnować, by przywrócić równowagę, lub też, i to będzie ostatnim środkiem ratunku, podaruje te sześć godzin, z którymi nie wie, co począć, Pawłowi przy wymianie.

Cóż na tym zyskał Piotr w porównaniu z Pawłem? Sześć godzin pracy? Nie. Zyskał tylko kilka godzin spoczynku, bo zmuszony jest sześć godzin siedzieć z założonymi rękami. I aby to nowe prawo do próżnowania było przez nowy ustrój nie tylko tolerowane, lecz i cenione, społeczeństwo musi w próżnowaniu widzieć szczęście i na pracę patrzeć jako na brzemię, od którego należy się za wszelką cenę wyswobodzić. I gdyby przynajmniej — że znów powrócimy do naszego przykładu — te godziny spoczynku, które Piotr zarobił na Pawle, stanowiły istotną korzyść! Ależ gdzie tam. Paweł, który zaczął od tego, że pracował tylko sześć godzin, ostatecznie, pracując regularnie i prawidłowo, osiąga ten sam rezultat, co Piotr, który zaczął od nadmiernej pracy. Każdy będzie chciał być Pawłem i wszyscy będą się ubiegać o palmę próżniactwa.

Do czegóż więc doprowadziła wymiana równych ilości pracy? Do nadprodukcji, zniżki cen, nadmiernej pracy, po której następuje stagnacja, wreszcie do stosunków ekonomicznych właściwych obecnemu ustrojowi, tylko bez konkurencji ze strony pracy.

Lecz nie, mylimy się. Pozostaje jeszcze jeden środek na ocalenie nowego społeczeństwa, społeczeństwa Piotrów i Pawłów. Niech Piotr sam spożyje wytwór sześciu godzin pracy, które pozostają. Lecz z chwilą, gdy nie będzie potrzebował wymieniać tego, co wytworzył, nie będzie też potrzebował wytwarzać w celu wymiany, a wówczas runie całe założenie społeczeństwa opartego na wymianie i podziale pracy. Równość wymiany zostanie ocalona przez zaprzestanie wszelkiej wymiany; Paweł i Piotr znajdą się w położeniu Robinsona.

Jeżeli zatem przyjmiemy, że wszyscy członkowie społeczeństwa są samodzielnymi wytwórcami, to wymiana równych godzin pracy będzie możliwa jedynie pod warunkiem, że będziemy się z góry umawiać co do liczby godzin przeznaczanych na produkcję materialną. Jednak taka umowa przeczy indywidualnej wymianie.