Czymże więc jest ten wskrzeszony przez p. Proudhona Prometeusz? Jest to społeczeństwo, są to stosunki społeczne oparte na antagonizmie klasowym. Stosunki te to nie stosunki jednostki do jednostki, lecz robotnika do kapitalisty, dzierżawcy do właściciela ziemskiego itd. Zniweczcie te stosunki, a zniweczycie całe społeczeństwo. Prometeusz okaże się jedynie widmem bez rąk i nóg, tj. bez maszyn i podziału pracy, jednym słowem, nie będzie posiadał nic z tego, co pierwotnie przypisał mu p. Proudhon, by mu umożliwić osiągnięcie tej nadwyżki pracy.

Gdyby więc w teorii, jak to czyni p. Proudhon, można było wyjaśnić formułę nadwyżki pracy z punktu widzenia równości, bez uwzględniania obecnych warunków produkcji, wtedy i w praktyce wystarczyłoby zaprowadzić po prostu równy podział wszystkich istniejących obecnie bogactw pomiędzy robotników, nic zupełnie nie zmieniając w dzisiejszych warunkach produkcji. Podział taki z pewnością nie zapewniłby indywidualnym uczestnikom zbyt wielkiego dobrobytu.

Ale p. Proudhon nie jest tak pesymistyczny, jak można by mniemać. Ponieważ proporcjonalność stanowi dla niego alfę i omegę, musi zatem w swym Prometeuszu, tj. w obecnym społeczeństwie, dopatrywać się początku urzeczywistniania się swej ulubionej idei:

„Lecz postęp bogactwa, tj. proporcjonalność wartości, wszędzie stanowi panujące prawo, a jeżeli ekonomiści wobec zarzutów partii socjalistycznej wskazują na postępujący wzrost bogactwa narodowego i poprawianie się warunków nawet klas najnieszczęśliwszych, to w ten sposób nieświadomie głoszą wielką prawdę będącą wyrokiem na ich własne teorie” (Proudhon, I, str. 80).

Czymże jest w istocie rzeczy mienie społeczne, bogactwo narodowe? Bogactwem burżuazji, a nie każdego poszczególnego burżua. Zgoda; lecz ekonomiści wykazali jedynie, jak w obecnych stosunkach produkcyjnych bogactwo burżuazji rozwinęło się i jak musi się jeszcze zwiększać. Co się zaś tyczy klasy robotniczej, jest to jeszcze wielka kwestia, czy jej położenie polepszyło się wskutek zwiększenia się bogactwa rzekomo publicznego. Kiedy ekonomiści na poparcie swego optymizmu przytaczają przykład robotników angielskiego przemysłu bawełnianego, to uwzględniają ich położenie tylko w rzadkich okresach przemysłowego rozkwitu. Te okresy rozkwitu mają się do epok kryzysów i stagnacji „w słusznej proporcjonalności” jak 3 do 10. Albo też, mówiąc o polepszeniu losu, ekonomiści mieli może na myśli te miliony robotników, którzy musieli zginąć w Indiach Wschodnich93, by półtora milionowi robotników zatrudnionych w tej samej gałęzi przemysłu w Anglii zapewnić trzy lata dobrobytu na każde dziesięć lat.

Co się zaś tyczy chwilowego współudziału we wzroście bogactwa narodowego, jest to inna kwestia. Fakt tego chwilowego współudziału znajduje swe wyjaśnienie w teorii ekonomistów. Lecz nie jest to „wyrok”, jak chce p. Proudhon, a poparcie. Jeżeli trzeba na coś wydać wyrok, to przede wszystkim na system p. Proudhona, który, jak to wykazaliśmy, sprowadziłby płacę robotników do minimum i to pomimo zwiększenia się bogactwa. Tylko dzięki temu, że sprowadził on ją do minimum, mógł zastosować słuszną proporcjonalność wartości, „wartości ukonstytuowanej” przez czas pracy. Właśnie dlatego, że wskutek konkurencji płaca waha się powyżej lub poniżej ceny środków spożywczych niezbędnych do utrzymania robotnika, może on do pewnego stopnia skorzystać z rozwoju bogactwa społecznego, a może też umrzeć z nędzy. Oto cała teoria ekonomistów, którzy nie mają w tej sprawie żadnych złudzeń.

Po długich dygresjach na temat kolei żelaznych, Prometeusza, wreszcie nowego społeczeństwa, mającego się opierać na „wartości ukonstytuowanej”, p. Proudhon zbiera siły i pod wpływem wzruszenia wykrzykuje ojcowskim tonem:

„Zaklinam ekonomistów, by w głębi swego serca, z dala od mącących wszystko uprzedzeń i bez względu na urzędy, które zajmują lub do których dążą, na interesy, którym służą, na głosy, które chcą pozyskać, na odznaczenia, schlebiające ich próżności, zapytali samych siebie i na to sobie odpowiedzieli, czy zasadę, że każda praca musi dawać pewną nadwyżkę, do dziś dnia pojmowali w ten sposób, z całym tym łańcuchem przesłanek i wniosków, któreśmy tu ukazali”.

Rozdział drugi. Metafizyka ekonomii politycznej

I. Metoda