Gdyby powiedziano rzemieślnikowi z XIV wieku, że zostaną zniesione przywileje i cała feudalna organizacja przemysłu i że mają być zastąpione współzawodnictwem przemysłowym zwanym konkurencją, powiedziałby nam, że przywileje różnych korporacji, cechów i bractw są zorganizowaną konkurencją. P. Proudhon wcale się rozumniej nie wyraża, twierdząc, że „współzawodnictwo nie jest niczym innym jak samą konkurencją”.

„Nakażcie przepisem, że od 1 stycznia 1847 roku wszyscy będą mieli zapewnioną pracę i płacę, a natychmiast w przemyśle po silnym natężeniu zastąpi ogólny zastój” (t. I, str. 189).

Zamiast założenia, twierdzenia i przeczenia mamy teraz przepis, jaki p. Proudhon wydaje umyślnie, aby dowieść konieczności konkurencji, jej wiekuistości jako kategorii itd.

Jeśli sobie wyobrażamy, że do pozbycia się konkurencji wystarczą przepisy, to się jej nigdy nie pozbędziemy. I gdyby zaproponowano zniesienie konkurencji z zachowaniem płacy roboczej, przyjęcie takiego wniosku byłoby nonsensem z królewskiego rozkazu. Ale narody nie rozwijają się na rozkaz królewski. Przed wydaniem takich przepisów muszą przynajmniej z gruntu zmienić swoje warunki istnienia przemysłowego i politycznego, a zatem cały swój sposób bytu.

P. Proudhon odpowie ze swą niewzruszoną pewnością, że jest to hipoteza „przemiany naszej natury bez precedensów historycznych” i że miałby prawo „wykluczyć nas ze sporu”, nie wiemy tylko, na mocy jakiego przepisu.

P. Proudhon nie wie, że historia jest ciągłą przemianą natury ludzkiej.

„Trzymajmy się faktów. Rewolucję francuską zrobiono o tyle dla uzyskania wolności przemysłowej, co i dla wolności politycznej; a więc chociaż Francja w 1789 roku nie przewidziała wszystkich konsekwencji zasady, której wprowadzenia w życie się domagała, powiedzmy to otwarcie, nie omyliła się jednak ani w swych pragnieniach, ani w swoich oczekiwaniach. Ktokolwiek próbowałby temu przeczyć, straciłby w moich oczach prawo do krytyki: nigdy nie będę dysputować z przeciwnikiem, który by dopuścił w zasadzie samorzutną omyłkę 25 milionów ludzi... Dlaczego więc, gdyby konkurencja nie była zasadą ekonomii społecznej, wyrokiem przeznaczenia, potrzebą duszy ludzkiej, dlaczego zamiast znosić korporacje, cechy i bractwa nie pomyślano raczej o naprawieniu wszystkiego?”

Ponieważ Francuzi w XVIII wieku znieśli bractwa, korporacje i cechy zamiast je przekształcić, to Francuzi w XIX wieku powinni przekształcić konkurencję zamiast ją znosić. Ponieważ konkurencja powstała we Francji w XVIII wieku jako konsekwencja historycznych potrzeb, to konkurencja ta nie powinna być zniweczona w XIX wieku z powodu innych historycznych potrzeb. P. Proudhon, nie rozumiejąc tego, że ustanowienie konkurencji wiązało się z rzeczywistym rozwojem ludzi XVIII wieku, czyni konkurencję potrzebą duszy ludzkiej in partibus infidelium117. Cóż by on zrobił z „wielkiego Colberta” dla XVII wieku?

Po rewolucji następuje stan rzeczy, jaki mamy obecnie. P. Proudhon i z niego czerpie fakty, aby wykazać wieczność konkurencji, dowodząc, że wszystkie gałęzie przemysłu, w których ta kategoria nie rozwinęła się jeszcze dostatecznie, na przykład rolnictwo, są na niższym stopniu, w stanie zacofania.

Mówić, że są gałęzie przemysłu, które się jeszcze nie znajdują na wysokości konkurencji, że są inne, które nie doścignęły jeszcze poziomu burżuazyjnej produkcji, jest to czcza gadanina, która zupełnie nie dowodzi wieczności konkurencji.