Uwaga. Ponieważ niektóre ze wspomnianych pod a) i b) grup spółgłosowych zachodzą w języku bardzo rzadko, rozpoczynając zaledwie jeden lub dwa wyrazy (nie licząc pochodnych), przeto ich przy dzieleniu na zgłoski wcale nie uwzględniamy t. j. nie przenosimy ich w całości do drugiego wiersza«.
Wydział filologiczny Akademji ten przepis uznał za obowiązujący ze względu na rzekomą łatwość stosowania go w praktyce; cóż bowiem—zdawałoby się—może być łatwiejszego, jak przypomnieć sobie wyrazy, rozpoczynające się od jakiejś grupy spółgłoskowej?
Takby się zdawało, ale tak bynajmniej nie jest, gdyż według uchwalonej zasady trzeba sobie w każdym wątpliwym wypadku przypomnieć nie jeden jakikolwiekbądź wyraz, ale co najmniej trzy lub cztery, bo jeden lub dwa mogą być wyjątkiem. To już nie jest łatwem, przynajmniej nie dla wszystkich, ale co więcej: jeżeli wypadnie połączenie rzadsze, trzeba się jeszcze bardziej namyślić nad tem, czy naprawdę poza jednym lub dwoma wyrazami niema innych, któreby się od tejże grupy zaczynały. Każdy z czytelników może na sobie zrobić doświadczenie każdej chwili i obliczyć, ile czasu potrzebuje na to, żeby wymienić wyrazy np. zaczynające się od ks- lub kn- albo od jakiejkolwiek innej mniej zwykłej grupy spółgłosek, a gdy to zrobi, niech potem sprawdzi w słowniku, czy wszystkie te wyrazy sobie przypomniał. Spamiętać wyjątki też byłoby nie sposób, z powodu wielkiej ich liczby.
Dalej powiedziano, że trzeba się kierować względami na początkowe grupy spółgłoskowe w wyrazach polskich, a więc nie obcych, nie zapożyczonych. Nowa więc trudność, którą też niezawsze może rozstrzygnąć zwłaszcza nie językoznawca; np. czy wielu ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że wyrazy gmach lub gmin są niepolskie, [pg 9] a ponieważ prócz nich tylko gmatwać i gmerać zaczynają się od gm- więc niewiadomo, czy tę grupę uważać za wyjątkową, czy nie.
Powiedziano jeszcze, że się nie bierze pod uwagę wyrazów pochodnych. A jakże postąpić z wyrazami pochodzącemi od jednego rdzenia, o których nie można powiedzieć, że jedne są pochodne, a inne nie. Tutaj przy przenoszeniu wyrazów wypadłoby nam niekiedy zastanawiać się nad etymologją wyrazów, np. czy dmę i dmu-cham są pokrewne, czy nie; wobec trzeciego wyrazu; dma mamy te same wątpliwości, a więcej wyrazów zaczynających się na dm- niema, więc czy mam dzielić d·m czy też przenosić dm do następnego wiersza: wid-mo czy wi-dmo? Czasem trudności się spiętrzają, np. wyrazy: ksiądz, książę, księżyc, ksieni z jednej strony, a ksieniec, księga z drugiej jedni uznają za pokrewne, inni nie; jedni wiedzą o ich obcem pochodzeniu, inni nie, więc jedni będą dzielić: Alek-sy, a inni Ale-ksy, bo prócz wyżej wymienionych wyrazów od ks zaczyna się jeszcze tylko ksyk.
Słowem, przepis, zwłaszcza w tej formie, w jakiej został ogłoszony, nastręczał bardzo wiele wątpliwości, że już pominiemy zasadniczą trudność jego stosowania. Należało go albo zmienić, albo choćby ściślej określić. Zmiana mogła nastąpić w kierunku albo pozostawienia piszącym swobody zupełnej lub w niejakim stopniu ograniczonej, albo też przeciwnie, sformułowanie szczegółowego przepisu, któryby rozstrzygał w każdej bez wyjątku okoliczności.
Największą swobodę piszącym dałby powrót do dawnej ale już dawno wygasłej tradycji, jeszcze praktykowanej w rękopisach pierwszej połowy XVI wieku, mianowicie do przenoszenia tej części wyrazów, która się w wierszu nie mieściła; przenoszono wtedy np. w-net, zn-owu i t. d. albo gdy nie chciano przenosić końcowej zgłoski, pisano ją w skróceniu u góry, np. jeo==jego.
Znaczną swobodę zostawiałby też przepis: dzieli się wyrazy tak, aby każda z oddzielonych części tworzyła przynajmniej jedną zgłoskę.
Komisja języka polskiego, która nad tym przedmiotem obradowała w kwietniu r. b., wyraziła zgodny pogląd, aby w tych razach, kiedy się trafi grupa spółgłosek w miejscu dzielenia wyrazu, do następnego wiersza przenosić te spółgłoski, które stanowią początek nowej zgłoski. Dopiero do tego zasadniczego przepisu dołączono następującą »uwagę«: »Wobec rozbieżności zdań, od jakich grup spółgłoskowych zaczynają się nowe zgłoski, można się kierować wskazówkami, jakie nam dają początkowe zgłoski wyrazów: nowa zgłoska według tego zaczyna się od takiej grupy spółgłosek, jaka [pg 10] może stać na początku wyrazu, np. koł·dra (por. drapać), mistrza (por. strzała), wierz·ba (niema wyrazów zaczynających się od rzb·). Ta zasada jednak nie wystarcza, bo niezawsze przychodzi na myśl, czy pewna grupa spółgłosek istotnie rozpoczyna jaki wyraz; kto przeto do dzielenia wyrazów na zgłoski chce mieć zasadę ścisłą i niezawodną, może ją oprzeć na następujących podstawach fonetycznych: a) spółgłoskę: s, ś, z, ź z następną spółgłoską zawsze się przenosi, np. li·sty; b) dwie jednobrzmiące spółgłoski zawsze się rozdzielają, np. las·so, pan·na; c) poza tem grupy spółgłoskowe dzielimy tak, że do nowego wiersza przenosimy część grupy, począwszy od ostatniej zwartej (p, b, t, d, k, g) lub zwarto-szczelinowej (c, dz, ć, dź, cz, dż) ewentualnie z poprzedzającą spółgłoską s, ś, z, ź, np. Li·twa, li·stwa, przejażdż·ka, kar·czma i t. d.; d) jeżeli w grupie niema spółgłoski zwartej lub zwarto-szczelinowej, do pierwszej zgłoski oddziela się pierwsza spółgłoska (w liczniejszej grupie dwie) ewentualnie z poprzedzającą s, ś, z, ź, ale tylko wtedy, kiedy jest płynną (r, ł, l, m, n) także rz, w, j: sen·su, kon·wi, bezdom·ny, umyśl·ny, barw·ny, zmar·zły, mierz·wa i t. d.«
Na posiedzeniu administracyjnem d. 27 kwietnia r. b. Wydział filologiczny Akademji orzekł, że pozostawia w zasadzie bez zmiany dawną uchwałę swą o dzieleniu grup spółgłoskowych, i tylko wyraził życzenie, aby ją uprościć. Zredagowanie tej uproszczonej zasady polecił członkom Akademji: J. Czubkowi i J. Łosiowi. Otrzymawszy tak ograniczone zastrzeżeniami polecenie, powołani do tego zadania zredagowali tekst uchwały w słowach następujących: