Jak-by pobaczyw, nahad·aw
Wesełeje ta mołod·eje
Kołysznie łyszeńko łych·eje.
Ja zarydaw by, zaryd·aw
I pomoływś, szczo ne prawd·ywym,
A snom łukawym rozijszł·oś,
Sľiżmy-wodoju rozłył·oś
Kołysznieje świateje d·ywo. (str. 43).
Słabiutki zarodek omawianego tu typu rymowego istniał w poezji polskiej już dawniej. Mianowicie końcowe -ej, wymawiane oczywiście z é »pochylonem«, a więc niemal jak -yj lub -ij lub nawet -y -i, rymowano od początku w. XVII z -y lub -i. Por. np. u Szarzyńskiego: kt·órej—ch·óry, u Maskowskiego: kor·ony—obostrz·onej, p·o niej—g·oni i t. p. Panowało to bezwzględnie do końca w. XIX. kiedy to, po usunięciu é z druku a przy usuwaniu go z wymowy literackiej, ten trzywiekową tradycją uświęcony rym zaczął razić najbardziej może literackiego z poetów, Staffa, który też próbował czasem rymować np. wi·ęcej z r·ęce lub podzi·ęce. Przed nim zupełnie wyjątkowo robili to też: Ujejski: wi·ęcej—dziewcz·ęce, a nawet już Zabłocki: wi·ęcej—r·ęce, przyn·amnie 'przynajmniej'—n·a mnie. Pisałem o tem w pracy »Z historji polskich rymów« (Warszawa, Towarzystwo naukowe, 1912, str. 17—23), ale przy objawie tak drobnym i rzadkim nie zwróciłem uwagi na fakt, że wszyscy ci trzej poeci pochodzą z małoruskich kresów: Zabłocki z Wołynia, Ujejski ze wschodniej Galicji, Staff z samego Lwowa, że więc rym ten mógł wyróść na podłożu zredukowanej wymowy zgłoski poakcentowej. Teraz zjawisko to w jaśniejszem przedstawia mi się świetle.
W wymienionej dopiero co pracy doszedłem do ciekawego wniosku, że niemal wszystkie zmiany w zasadach rymu polskiego wychodziły od poetów z prowincyj ruskich. »Czerwonorusini«, jak Szarzyński, Szymonowicz, Zimorowicze, pierwsi wprowadzili rymowanie é z i lub y, pierwsi wyrzucili á »pochylone«. [pg 6] W wieku XVIII »Litwini«, a raczej »Białorusini«, jak Naruszewicz i Niemcewicz, Wołyniacy czy »Czerwonorusini« jak Karpiński, Krasicki, Zabłocki, wprowadzają w rymowanie -ą z -o, a mniejwięcej też oni rymowanie -ończ- -eńc- z -acz--ęc-(typ k·ończy—ł·ączy, w·ieńce—r·ęce, nawet Jasi·eńku—w r·ęku, k·ońska—w·ąska, jak pospolicie u Mickiewicza). Rymy te opierały się na prowincjonalnej wymowie poetów pochodzących z tych kresów i do dziś dla Polaków z Polski etnograficznej nie są prawdziwemi rymami, ale tylko asonansami; mimo to, uświęcone przez genjalnych stamtąd pochodzących poetów, stały się własnością całego narodu, używają ich nawet poeci pochodzący z Wielkopolski, choć, na przeciwnym krańcu Polski mieszkając, nieraz wręcz przeciwną i oczywiście rdzenniej polską mają wymowę. Naszkicowany tu kierunek oddziaływania nie ogranicza się wcale do rymów. Kilka razy już miałem sposobność wypowiedzieć się, że polski język literacki, rodem z Wielkopolski, wychował się w Małopolsce, ale dorósł i zmężniał na Rusi, najpierw na Małej, potem raczej na Białej. Zgodnie z całym rozwojem naszej historji, Mazowsze ostatnie tu doszło do głosu i dopiero w 2. połowie XIX w. zaczęło nieco widoczniej oddziaływać; ale choć ostatnie, zdawało się, że jako dzielnica stołeczna bardzo prędko bezwzględną posiędzie hegemonję, i ja też—przyznam się—tak sądziłem: przecież dwa lata temu któż naprawdę jeszcze myślał o utrzymaniu naszych kresów wschodnich choć w trochę szerszych granicach?