po chwili podnosząc powoli palec ku niebu.

W nieskończoności

znikła — to było widmo — — szloch

i nic...

Tam kiedyś matek dwóch

zadrżą wnętrzności

naprzeciw się — tam — w niewysłowionej boleści — —

dwóch matek — — —

a przecież oddałem trzydzieści

srebrnych, nie wziąłem nic!