wytęża żądnie oczy — —
miriady swoich wiecznych fal
pod brzeg ocean toczy.
On patrzy, czeka. Żre go głód,
pali słoneczna spieka3,
członki mu łamie ciągły trud,
sen morzy go — — on czeka.
Nadzieja i wątpliwość mu
na przemian sercem miota,
a wszystką4 duszę chłonie w nim