I tę skargę i klątwę, co z ust ludzkich bucha

Pełnych rozpaczy, przestrzeń pochłonęła głucha...111

Ta argumentacja wiele razy powraca w pierwszym zbiorze Tetmajera. To w formie żałosnego westchnienia, że człowiekiem spętanym koniecznością być przyszło poecie, a nie duchem wolnym (O wichrze, wichrze...), to znów w formie stoickiego zdania, że ludzie „nie do zwycięstw nad losem się rodzą i że losowi poddać się potrzeba” (Ludzie miotają się, dręczą, i cierpią...). Sam stosunek do tego deterministycznego monizmu ulega różnym przemianom. Raz przyobleka się w czysto opisową formułę (Rozmowa), kiedy indziej przeziera wyraźnie trwoga przed nicością jednostki (Wszystko umiera z smutkiem i żałobą), wreszcie następuje wyraźny wybuch i uzasadnienie tych form, jakie przybiera pesymizm deterministyczny pokolenia:

Wielbić naturę?... Za co?... Prawda, nie pobłądzi,

Bo nią mus praw tajemnych dla człowieka rządzi,

Bo jest maszyną martwą, a jej ruchy wieczne

Są bezcelowe całkiem, są, bo są konieczne.

Kochać naturę?... Za co?... Za to, że mię gwałtem

Bezwzględnym utworzyła i odziała kształtem

Ludzkim, może nieszczęściu najbardziej przystępnym?