I bluźnim, choć ku bóstwu dążym w nieśmiertelność,

I usta wykrzywiamy w cyniczną weselność.

Ale nasze bluźnierstwo to tylko modlitwa

Rozpaczliwa i groźna jak ostatnia bitwa.

Nasz śmiech — to najboleśniej krwawych łez posoka,

Jakie płynęły kiedy z człowieczego oka.

A życie tak kochamy, jak wiosenne szumy

I jak usta dziewicze — i jak wieszczów dumy,

A modlim się do grobu — nicestwa — i dżumy.

I milczym jak umarłych bezpotomne próchno,