— Ale straże będą rozstawione jak zawsze — wtrącił Szczur.
— Na pewno — rzekł Borsuk — i na tym opieram mój plan. Tchórze ufają całkowicie swoim doskonałym wartom. Tu właśnie zaczyna się rola tajnego przejścia. Ów bardzo pożyteczny tunel podchodzi aż do podręcznej spiżarni obok komnaty jadalnej.
— A! — wykrzyknął Ropuch. — Skrzypiąca deska w spiżarce! Teraz rozumiem!
— Wkradniemy się cicho do spiżarki! — zawołał Kret.
— Uzbrojeni w pistolety, szable i pałki!... — wykrzyknął Szczur.
— I rzucimy się na nich — rzekł Borsuk.
— I przetrzepiemy ich, przetrzepiemy, przetrzepiemy! — wrzeszczał zachwycony Ropuch, biegając dookoła pokoju i przeskakując przez krzesła.
— A więc — powiedział Borsuk, który wrócił do swej zwykłej powściągliwości — plan już gotowy i nie macie nad czym dyskutować i kłócić się. A ponieważ jest już bardzo późno, idźcie spać w tej chwili. Jutro rano przygotujemy wszystko, czego potrzeba.
Ropuch, ma się rozumieć, poszedł pokornie za innymi — wiedział, czym opór pachnie — choć czuł się o wiele zanadto podniecony, aby móc zasnąć. Lecz przeżył długi dzień pełen przygód, a prześcieradła i kołdry były to przedmioty przyjazne i wygodne po prostej słomie, którą skąpo rozścielano na kamiennej podłodze w przewiewnej celi, toteż ledwie Ropuch przyłożył łebek do poduszki, już chrapał szczęśliwie.
Miał oczywiście dużo snów: o drogach, które uciekały przed nim, kiedy ich najbardziej potrzebował, o kanałach, które za nim goniły i chwytały go, o barce wyładowanej jego własną bielizną, barce wjeżdżającej do komnaty jadalnej w chwili, gdy odbywał się proszony obiad. Potem znalazł się sam w tajnym przejściu i szukał drogi, tymczasem przejście kręciło się i wierciło, i otrząsało, i stawało dęba. W końcu jednak wrócił cało i z triumfem do Ropuszego Dworu w otoczeniu wszystkich przyjaciół, którzy zapewniali go usilnie, że jest mądrym Ropuchem.