— Nie będę już dłużej zaprzątał uwagi panów (głośne oklaski), ale nim usiądę (wiwaty), chciałbym powiedzieć słówko o naszym zacnym gospodarzu, panu Ropuchu. Znamy wszyscy pana Ropucha! (śmiechy). Dobrego Ropucha, skromnego Ropucha, uczciwego Ropucha! (wesołe okrzyki).
— Niech no ja go dostanę w swoje łapy — mruknął Ropuch, zgrzytając zębami.
— Trochę cierpliwości — rzekł Borsuk, powstrzymując z trudem Ropucha. — Szykować się!
— Zaśpiewam panom piosenkę o Ropuchu — ciągnął dalej głos — piosenkę własnej kompozycji (długotrwałe oklaski).
Wódz Tchórzów — bo to był on — zaczął wysokim, piskliwym dyszkantem:
Ropuch poszedł na hulankę
Mknął wesoło drogą...
Borsuk wyprostował się, ujął mocno kij w obie łapy, obejrzał się na towarzyszy i krzyknął:
— Już czas! Za mną!
I otworzył z trzaskiem drzwi.