— Ale co?

— Ale ja tego wcale nie czytałam!

— Na Boga, czemu?

— Bo nie umiem po francusku.

— A dlaczego babcia mi o tym nie mówiła?

— Po co? Zresztą nieboszczyk Walicki mi odradził, a to był mądry człowiek. Oboje przeglądaliśmy te listy i wyczytaliśmy razem tylko dwa słowa: „Barbara Bzowska”. Wtedy Walicki zakrzyknął: „Ho! Ho!”. Gadaliśmy o tym długo i doszliśmy do wniosku, że się Francuzom zachciało Basi. Co miałam robić? Miałam ją oddać Francuzom jak Józefa304 Egipcjanom? „Niech pani spali te listy, aby ślad nie został!” — mówił Walicki.

— I babcia spaliła?

— Nie tylko spaliłam, ale kazałam Marcysi rozsypać popiół na cztery wiatry.

— Skaranie boskie — mruknął pan Olszowski. — Czy babcia wie, dlaczego Francuzi szukają Basi?

— A skądże ja mam wiedzieć? Ja mam osiemdziesiąt lat! — krzyknęła babcia triumfalnie. — Dlaczego szukają?