— Czy tak bardzo ci przeszkadza to rozkoszne dziecko?

— Bynajmniej! Wcale mi nie przeszkadza! Cóż za przypuszczenie! Ty byś je, oczywiście, zatrzymała na zawsze.

— Och! Z największą radością!

— Wiem o tym, bo od kilku dni wyprawiasz przedziwne sztuki. Nie, moja kochana... Całym sercem do niego przylgnąłem, ale czas najwyższy, aby je odesłać. Jutro napiszę list wedle adresu, aby Basi oczekiwano na dworcu w Warszawie, a pojutrze dziewczynka pojedzie.

— Jak to „pojedzie”? Sama?

— Do Warszawy niedaleko. Wsadzi się ją do wagonu, odda pod opiekę podróżnych, a w Warszawie ją odbiorą. Adres jest wyraźny.

— Czy nie lepiej będzie wysłać ją pocztą? — zapytała pani doktorowa z irytacją.

— W Anglii zdarzył się taki wypadek...

— Ty byś nawet mnie wysłał pocztą...

— Niemożliwe. Poczta przyjmuje pakunki jedynie do dwudziestu kilogramów. Ciężary o wadze osiemdziesięciu wysyła się pociągiem towarowym... — odrzekł on z powagą.