Wtedy od jednej złotej gwiazdy oderwał się świetlisty pająk, taki, co ze złotej przędzy przędzie sen. Zbiegł szybko po migotliwych i drżących promieniach i z nieba sprowadził cichy i kojący sen.

Śmiertelnie znużona, matka zasnęła. Czasem jej usypiające serce zrywało się jak spłoszony w gnieździe i zalękły ptak: zakwiliło cichutko i znowu zapadło w słodką niemoc.

Kiedy zaś na ziemi uczyniło się tak cicho, że słychać było jedynie szelest obłoków, co szukając zaginionego słońca, odlatywały jego złotymi śladami za morze, kiedy, oprócz gwiazd, nie było widać żadnych świateł, wtedy stała się rzecz najdziwniejsza z dziwnych: jak wielki, śnieżnobiały ptak spłynął od niebiosów wspaniały anioł, okrążył pólko szerokim lotem i zstąpił na ziemię. Podszedł cichutko do śpiącej, słuchał bacznie przez chwilę jej oddechu i uśmiechnął się dobrotliwie. Przymknął niebieskie oczy i wyglądał tak, jakby coś sobie przypomniał. Rozejrzał się potem ciekawie po ziemi i witał ją słodkim uśmiechem. I tak uśmiechnięty, leciutko, aby nie zbudzić śpiącej, zdjął z niej postronki68, założył je sobie na piersi i jak skrzydlaty, biały rumak począł wlec po grudzie bronę, mocny i potężny...

Noc patrzyła złotymi oczami gwiazd.

Przystanęły w locie obłoki.

Ucichł zdumiony wiatr...

Nagle śpiąca zawołała cichutko przez sen:

— Pomóżcie mi, synkowie moi!

Rozdział piąty, w którym Jacek i Placek rozpoczynają poszukiwania takiego kraju, w którym ludzie nie pracują

Kiedy świt złotym promyczkiem zadźwięczał nad staruszką, obudziła się, nie wiedząc, gdzie jest i co się z nią dzieje. Wnet jednak ostry ból w sercu wszystko jej przypomniał. I to jej też przypomniał, że czeka ją znowu ciężka praca: bronowanie kamieniami nabijanych grud. Spojrzała na pole i nie uwierzyła własnym oczom; przetarła je ręką, myśląc, że jeszcze zasnuła je resztka mętnego snu, i spojrzała po raz drugi: pole było gładkie, przepysznie uprawione, jakby uśmiechnięte ze szczęścia, że jest gotowe na przyjęcie ziarna. Stu pilnych i pracowitych oraczy nie mogłoby tak spulchnić ziemi: kamieniste pólko wyglądało tak, jakby je uprawiono w bogatym ogrodzie, aby zasadzić na nim kwiaty. Biedna kobieta poczuła wielkie, wielkie szczęście, nie dlatego, że nie będzie już łamać krzyża i ranić bosych nóg, lecz jej serce napełniło się gorącym rozrzewnieniem, kiedy pomyślała, że to jej dzieci, chcąc uczynić jej radosną niespodziankę, dokonały tej ciężkiej pracy pośród nocy. Uśmiechnęła się po raz pierwszy od wielu, wielu lat takim uśmiechem, od którego nawet w najbardziej chmurny dzień czyni się jasno na świecie. Potem, pochyliwszy steraną głowę, ucałowała ziemię, bo myślała, że zroszona jest potem jej synów.