„Czy widziałeś, chłopcze, genialniejszego dyplomatę?”.

Równocześnie spojrzał na Adasia i malarz. Zmrużył oczy i długo mu się przyglądał.

— Pan ma dziwne oczy — rzekł wreszcie.

— Czemu dziwne? Takie sobie... — zaśmiał się Adaś.

— Bo pan patrzył na ścianę, a pożar ujrzał pan przez okno za plecami. Dlatego powiedziałem, że pan ma dziwne oczy...

Mówił to powoli, nie ukrywając złośliwości. Adaś poczerwieniał cokolwiek i rzekł:

— Zdawało mi się, że coś jaskrawego mignęło na szkle obrazu... Niemądra halucynacja... Wszystko jedno zresztą, jak widziałem, całe szczęście, że naprawdę nie widziałem pożaru.

— Okłady na głowę, chłopcze, okłady na głowę! — zaśmiał się potężnie matematyk. — Od tego czasu, kiedy ci rozbito łeb, miewasz widzenia.

— Pana uderzył ktoś w głowę? — zapytał malarz z dziwnym pośpiechem.

— Koń mnie uderzył — odparł Adaś równie szybko. — Nie bardzo mocno zresztą.