Roche szeroko otworzył oczy.
— Co?
— Rozumiesz cokolwiek? — zapytał Bernard.
— Ani w ząb. Tym bardziej muszę dotrzeć do profesora.
— Ale…
— Żadnych ale — Daisy spiesznie przerwała Krukowi. — Nie przyjęliście mojego planu przekupienia policjantów, pewnie słusznie. Niech się teraz odegram. Tylko słuchać mnie.
— Tylko słuchać ciebie… — potwierdził Roche patrząc w jej roześmiane oczy.
— Czy koniecznie trzeba lecieć rakietką, aby nawiązać łączność z Lunowem? Może wystarczy wyjść na zewnątrz w skafandrach? Gdybyśmy tak poszli piechotą, wyjściem obok miotacza czołowego… Nigdy jeszcze tam nie byłam.
— A wiesz, że to niezły pomysł — zapalił się Dean.
Kruka trochę zdziwiło, skąd Daisy tak dobrze orientuje się w topografii świata, ale rzeczywiście nieźle to wykombinowała.