— Nie rozumiem. Przecież, jeśli… — dalszych słów Daisy nie dosłyszała, gdyż Kruk i Roche zniknęli we wnętrzu cylindra i odbiór został przerwany.
Dean przez chwilę badał aparaturę.
— Teleskop optyczny nieczynny — stwierdził z zawodem w głosie. — Działa tylko radioteleskop oraz sonda radiolokacyjna. Znaczy to, że te ciała znajdują się jeszcze daleko. Chociaż, jeśli eksplodują, to powinny być widoczne błyski, nawet na wielką odległość. Z drugiej strony pośpiech prezydenta mówi raczej o tym, iż są one niedaleko, gdyż trudno sądzić, aby ich prędkość przekraczała aż kilkakrotnie naszą. Spróbuję teraz skomunikować się z Lunowem.
Kucnął obok niedużego czworokątnego pudełka umocowanego w ścianie cylindra. Nacisnął guzik znajdujący się z boku i wieko odskoczyło. Wewnątrz umieszczony był długi przewód z wtyczką i tabliczka z szeregiem przycisków.
Dean manipulował przez pewien czas w skrzynce, wreszcie stwierdził:
— Kontakt radiowy przerwany. Chyba aparat nadawczo-odbiorczy jest uszkodzony.
— Więc nic z tego? Niepotrzebnie tu zeszliśmy? W głosie Daisy brzmiało rozczarowanie.
— Jest jeszcze telefon, ale włącza się go z obserwatorium, gdyż stanowi tylko rezerwę.
— Więc nie można się skomunikować?
Przez chwilę panowało milczenie, wreszcie przerwał je Dean.