— Jak to? Czyż więc dusza człowieka może umrzeć? Racz mi łaskawie odpowiedzieć, Zastępco Pana Kosmosu.
Prezydent utopił wzrok w ofierze i wyrzekł wolno, cedząc każde słowo:
— Dusza człowieka — nie!
— A jakaż inna może istnieć?
— Żadna. Dusza należy do człowieka albo jej nie ma w ogóle.
— A więc…Czyżbym nie był człowiekiem?
— Bądźmy szczerzy — odparł prezydent z kamiennym spokojem. — Twoje pochodzenie… Pojąłeś? — zapytał szyderczo.
— Mów dalej — rzekł profesor cicho, ukrywając twarz w dłoniach.
— A więc wstydzisz się. To pierwsza kropla odkupienia.
— Wstydzę się… otrucia Rosenthala. Za to powinienem ponieść najsurowszą karę. I ani ty, ani sam Bóg, którego w Celestii zastępujesz, nie potrafi mi wytłumaczyć, że jest inaczej.