Tom i Bernard siedzieli na ziemi przy włazie. Konstruktor pogrążony był w głębokiej zadumie i chłopiec nie chciał mu przeszkadzać. Nie wytrzymał jednak długo.
— Panie Ber! Co z nami będzie? — zapytał trwożnie. Kruk uśmiechnął się blado do chłopca.
— Czy nie można już stąd uciec? — powiedział drżącym głosem Tom.
— Nie martw się — odrzekł konstruktor wyrwany z zamyślenia. — Jakoś damy sobie radę.
— Ale jak?
— Bądź cierpliwy.
Za pierwszymi pytaniami poszły jednak następne:
— Panie Ber, jak to się wtedy stało, że policja przyjechała windą, gdy pan nacisnął guzik? Przecież czerwone światło nie paliło się, a więc winda stała i musiała być pusta. A dopiero kiedy pan nacisnął guzik — światło się zapaliło i już nie zgasło, aż winda przyjechała. Przecież oni nie mogli wskoczyć w czasie ruchu, bo drzwi muszą być zamknięte. Więc jak się do windy dostali?
— Nie jest to tak trudne do wytłumaczenia, jak sądzisz. Po prostu oni już siedzieli w windzie i tylko czekali, gdzie ich zawiezie.
Tom otworzył usta, aby zaoponować, lecz konstruktor go uprzedził: