— Wracajmy do pokoju — rzucił nerwowo Bernard chowając pośpiesznie notes do szuflady. W chwilę później do jadalni wszedł inspektor z teczką. Obrzucił Malleta nieprzyjaznym spojrzeniem i podchodząc do konstruktora powiedział:
— Ja w służbowej sprawie do pana… Kruk ruchem ręki wskazał drzwi do pracowni. Gdy znaleźli się sami, funkcjonariusz policji otworzył teczkę i wysypał jej zawartość na stół.
— Dwadzieścia dwie kopie — oświadczył. — Wszystkie. Niech pan sprawdzi. Kruk usiadł i zaczął przeliczać. Pomylił się, zaczął liczyć od początku, wreszcie wykrztusił „w porządku”, niepewnie spojrzał na inspektora i machinalnie podpisał podsunięte mu pokwitowanie.
Po wyjściu inspektora wrócił do jadalni, lecz nie zastał już Malleta.
Stał chwilę z kopiami planów w rękach. Jeszcze raz wpatrzył się w nie, jak gdyby oczom nie wierzył.
Summerson poobcinał rogi. I to tylko tam, gdzie była owa zagadkowa pieczęć — porównywał niedawne spostrzeżenia poczynione bezpośrednio przed zabraniem planów przez inspektora… Niezrozumiała treść pieczęci, tajemniczy wyraz i zaraz dalej data. Data sprzed przeszło czterystu lat! To wszystko utkwiło mu wyraźnie w pamięci. Niejasne, ale gwałtowne wątpliwości rosły w jego umyśle. Nigdy nie dowierzał Summersonowi. Teraz postanowił dociec prawdy za wszelką cenę.
— Waszyngton 23.03.1982… — wyszeptał w zamyśleniu. Wyciągnął notes i na wyrwanej kartce napisał:
Biuro Studiów Wojny Kosmicznej. CM-2 Wm 4a. Zatwierdzone do budowy. Waszyngton 23.03.1982 r.
Tajemnica przestaje być tajemnicą
Kruk nerwowym ruchem odgarnął włosy. U jego stóp leżała plaża otaczająca wąską podkową basen. Przemywany co kilka dni jasnokremowy piasek, którego wszystkie ziarenka były jednakowe kształtem, miligramową masą i prostym składem chemicznym, stwarzał złudzenie, że dopiero co wyrzuciła go prądem wody natura, by w tej dziewiczej formie ujrzeli go ludzie i nazwali plażą. Ale tylko około stu mieszkańców posiadało przywilej korzystania z tego komfortowego kąpieliska, zwanego od niepamiętnych czasów Jeziorem.