Już położył palce na klawiaturze kierowniczej pantoskopu, aby zwiększyć obraz na ekranie, gdy na ścianie zamigotał świetlny zygzak i ukazała się głowa Wiktora.
— Są! — zawołał. — Są! Odezwali się! Sami się odezwali. Rita rozmawia w tej chwili z nimi. Chodź natychmiast do centrali!
— Rozmawia z nimi?
— Tak, rozmawia z nimi. Tylko że oni… Sokolski urwał i zrobił jakąś dziwną minę.
— Tylko że co? — astronom okazał zniecierpliwienie chyba po raz pierwszy od wielu miesięcy. — Co znów się stało?
— Nic. Nic… — odrzekł Sokolski. — Tylko, że oni… że oni nas biorą za… za… — i parskając śmiechem wykrztusił —…za diabłów!
U źródeł prawdy
Winda stanęła i małe drzwiczki rozwarły się cicho.
Czwórka stłoczonych w windzie ludzi cofnęła się odruchowo.
Przed nimi w łagodnym, niebieskawym świetle rysowało się wnętrze jakiegoś wąskiego pomieszczenia przypominającego korytarz.