— Co? — nie pozwolił mu dokończyć Bernard. — Czy nie wyczuwasz w tych notatkach strachu przed prawdą? Zresztą — opanowując wzruszenie wskazał na wnętrze salki. — Czy mam rację, odpowiedzą nam te ściany!
— Te ściany? — zdziwiła się Daisy.
— Tak. Chyba się nie mylę, że za tymi płóciennymi ścianami znajdują się po prostu… półki biblioteki.
Nachylił się i przez chwilę szukał czegoś pod brzegiem blatu biurka.
Nagle w całej salce rozległ się przytłumiony szum. Płócienne rolety poczęły się szybko unosić w górę odsłaniając szeregi półek wypełnionych książkami, skoroszytami i równo ułożonymi rulonami planów.
Dean skoczył ku najbliższej szafie. Już sięgał po którąś z książek, gdy kategoryczny głos Kruka zatrzymał go w miejscu.
— Spokojnie. W ten sposób do niczego nie dojdziemy, a jeszcze, nie daj Boże, nakryje nas tu Summerson. Najpierw trzeba zbadać dokładnie, gdzie się znajdujemy.
— No, chyba nie ulega wątpliwości, że gdzieś tu musi być wejście do apartamentów prezydenta — wtrąciła Daisy.
— Właśnie o to chodzi — gdzie?
— No, więc?