— Co pan ma na myśli, profesorze?

— Nic nie wiem… Obawiam się jednak, czy zbytnio nie ufamy Morganowi. Bernard Przyrzekł mu całkowite rozwiązanie grup Nieugiętych i złożenie broni w dyrekcji policji do godz. 16.00.

— I dlatego chce pan już wracać?

— Nie wiem, czy nie powinniśmy odlecieć jeszcze dziś wieczorem.

Obawy Horsedealera wydały się Deanowi przesadzone. Przecież w Celestii przebiega wszystko tak, jak postanowiono.

— Porozmawiam dziś wieczorem przez radio z Bernardem. Jeśli istotnie sytuacja będzie wymagać naszej obecności — polecimy. Nie przypuszczam jednak, aby było to konieczne. Niech się pan, profesorze, niczym nie przejmuje i przede wszystkim pilnuje swego zdrowia. To najważniejsze!

— No, ostatecznie… niech tam… — zdecydował po chwili wahania Horsedealer. — Wieczorem porozmawiamy przez radio z Malletem i Krukiem. A teraz niech pan nie marnuje czasu. David i Green pewnie czekają na pana.

Dean i Suzy nie zastali już nikogo w centrali pilota.

— Czy pani wie, dokąd mieli pójść? — zmartwił się Dean. — Pan Kalina obiecał mi pokazać zdjęcia ze startu Astrobolidu.

— Zaraz zobaczymy, gdzie oni są — odparła z uśmiechem Suzy i odczepiła od swej bluzy nieduży, podobny do broszki krążek przypięty jakby dla ozdoby. Położyła go na dłoni. Snop światła z miniaturowego teleprojektora padł na pobliską ścianę i po chwili ukazało się na niej wnętrze jakiejś salki pełnej przezroczystych rur, cylindrów i kuł.