— Pokażę panu moją największą, że tak powiem, pamiątkę rodzinną — powiedział filozof tajemniczo. — Choć nie ma ona nic wspólnego z moją rodziną, lecz rzuca światło na pochodzenie nazwiska.

Odsunął wieko jednej ze skrzyń i wyciągnął niedużą szkatułkę.

— To mój skarbiec — rzekł z uśmiechem stawiając ją na skrzyni. Wyciągnął z kieszeni mały kluczyk i po chwili wieko odskoczyło. Skrzyneczka wypełniona była niezliczoną ilością różnego rodzaju rupieci metalowych, plastykowych i strzępków tkanin.

Horsedealer pogrzebał chwilę w pudełku i wyjął zardzewiały kawałek blachy.

— Jak pan myśli, co to może być?

— To wygląda na kawałek blachy z puszki do konserw.

— Słusznie. Ile to może liczyć lat, jeśli pan zważy, że znajdowało się w miejscu pozbawionym dostępu powietrza, w temperaturze bliskiej 100 stopniom poniżej zera?

— Trudno ustalić.

— A teraz niech pan zobaczy z drugiej strony — filozof wskazał palcem. — O, ten napis, choć mocno zatarty, lecz większe litery można odczytać.

— Horse meat — końskie mięso — przesylabizował Bernard.