Teraz przywódca Agro stracił orientację. Twarz Greena wyrażała niepomierne zdziwienie.
— Zwariowałeś? O czym ty pleciesz? Kto?
Prezydent stropił się. „A więc Green nie zna prawdy” — odetchnął z ulgą. Ale czy nieopatrzne słowa prezydenta nie naprowadzą opozycji na właściwy ślad?
A gdyby tak wtajemniczyć Greena? Nie wątpił, że wobec powagi sytuacji grupa Agro zrezygnowałaby na razie ze swych planów sięgnięcia po władzę i współdziałałaby z nim w akcji. Jednak prawda była tak pozornie absurdalna i fantastyczna, że nie mógł się spodziewać, aby Green uwierzył słowom. Trzeba byłoby wówczas odsłonić przed „opozycją” wiele tajemnic, tajemnic, na których Sial opierał swą dominującą pozycję. Na to Summerson nie mógł się zgodzić. Pozostawało tylko przygotowane na wszelki wypadek chirurgiczne cięcie — obezwładnić „opozycję” choćby na parę dni, dopóki miotacz nie spełni swego zadania.
— O czym ty mówisz? — ponowił pytanie Green nie mogąc doczekać się odpowiedzi. Lecz Summerson podjął już decyzję.
— Myślałem o Morganie — rzucił niedbale. Chociaż zdawał sobie sprawę, że nie rozproszy tym kłamstwem wątpliwości Greena, jednak w tej chwili nie było to już ważne. — Oświadczam ci — rozpoczął tonem nie znoszącym sprzeciwu — że prawdą jest, iż zagraża nam niebezpieczeństwo z kosmosu. W tej chwili wszelkie rozgrywki między nami wzmacniają tylko siły motłochu, który chce wykorzystać sytuację dla siebie. Czy wiesz, że Nieugięci znów działają? A chyba nie potrzebuję ci tłumaczyć, czym to pachnie. Dlatego też żądam od was kategorycznie, abyście przestali dolewać oliwy do ognia. Żadnych więcej audycji skierowanych przeciw rządowi. Przerwiesz natychmiast werbunek straży. Poza tym na okres niepokojów zgodzisz się, aby policja miała wstęp do twego biura kontroli wind. Jest to moje ostatnie słowo. Inaczej…
— Co „inaczej”? — Green spojrzał z nienawiścią w oczy Summersona.
— Inaczej stąd nie wyjdziesz.
— Jakiś ty naiwny, Ed — roześmiał się sztucznie Green. — Po pierwsze: mogę ci przyrzec wszystko, co zechcesz, ale kto mi każe dotrzymać? Po drugie: zabezpieczyłem się odpowiednio przed tą drugą ewentualnością. Mellon siedzi w tej chwili w moim gabinecie i słucha naszej rozmowy dzięki dobrze znanemu ci nadajnikowi firmy Green and Co, który mam w kamizelce. Ponadto chyba nie chcesz się zapoznać na własnej skórze z działaniem tej oto przyjemnej zabawki — wyciągnął z kieszeni błyszczący przedmiot podobny do latarki elektrycznej. — Po trzecie: mam prawo, zwłaszcza wobec zamieszek, któreś rozpętał w Celestii, zwiększyć ochronę naszego przedsiębiorstwa.
— A więc? — warknął przez zęby prezydent.