— Stary po prostu nie chce mnie przyjąć. Za każdym razem, gdy starałem się dostać do pracowni lub do prywatnego mieszkania, zastawałem bądź drzwi zamknięte, bądź jakiś typ, który nie wiadomo skąd tam się znalazł, oświadczał mi, że profesor jest tak zajęty, iż zakazał wpuszczać nawet mnie.
— Czy byłeś tam już po ogłoszeniu wywiadu? — zapytał Bernard. — Bo jeśli chodzi o okres przed wywiadem, to zachowanie się twego starego możemy uważać za zrozumiałe wobec dyrektyw prezydenta. Przecież nawet przede mną, który chyba najlepiej powinienem być poinformowany, prezydent nie puścił pary z ust.
— Byłem w obserwatorium zaraz po obiedzie, gdy tylko usłyszałem t? rewelację. To samo. Nie przyjmuje i już.
— A telefony?
— W ogóle od czterech dni nie odpowiadają. I jeszcze jedna sprawa: W jaki sposób Lunow odkrył te rewelacyjne ciała? Ostatnio prowadziliśmy wyłącznie badania promieniowania radiowego mgławic ciemnych.
— A może Lunow celowo milczał?
— Co masz na myśli? — Dean spojrzał zdziwiony na przyjaciela i naraz twarz jego zasępiła się. — To byłoby świństwo. Chociaż…
— Żyjemy w świecie, gdzie każde odkrycie liczy się w doliodach. Po co by miał dzielić się ze swym asystentem? Tym bardziej że jeśli to, co Summerson mówi, jest prawdą, odkrycie ma olbrzymią wagę, a więc i premia prezydencka będzie niemała.
— Wiesz, nie może mi się to pomieścić w głowie. Stary nie wygląda na takiego.
— Nie wiem. Ty go znasz lepiej. Ale przyznasz, że ta hipoteza mogłaby wytłumaczyć dziwaczne zachowanie się Lunowa.