— Stój!

— Konstruktor Kruk idzie ze mną — powiedział astronom tonem wyjaśniającym. Jeden z policjantów pokręcił przecząco głową.

— Ależ ja za niego ręczę!

— Pana także nie przepuścimy — oświadczył policjant.

— Co się stało? Kto jak kto, ale ja m u s z ę widzieć się z profesorem Lunowem.

— Mamy wyraźny zakaz wpuszczania kogokolwiek. Po to tu jesteśmy. — Mnie to nie może dotyczyć. Jestem pracownikiem obserwatorium.

— Wiem — odparł tamten. — Znam pana przecież. To nie zmienia sytuacji. Profesor Lunow jest tak zajęty, że zakazał wpuszczania kogokolwiek.

— Nawet swego asystenta?

— Nawet. O żadnych wyjątkach mi nie wiadomo. Mam rozkaz i tyle.

— Kto dał rozkaz? — wmieszał się do rozmowy Kruk.