Żeby się jeszcze unieść: o, natchnie ciepła muzyka,

ale już ziemia za ciężka, to dusze martwe jak ołów,

ciała i groby za ciężkie — stężałe bryły mozołu,

dym, płomień nad nami wykwita.

Cierpienie to kula, koło,

rzeźbi, lecz toczy się dokąd?

Mario przeczysta, oto są dłonie wyschłe jak ruczaj1,

z których by takie ogrody, zielone wybuchy drzew,

z których by domy jasności. A teraz oczy nauczaj,

jak w baldachimy przestrzeni trwogę zamienić i gniew.