i ludzi skutych — i tak żyjesz niemi.

I kiedy z szablą rozpaloną stoisz

u huraganów ostatniego boju,

i kiedy broń jak życie w dłoni ważysz,

a nie masz łzy na sercu i na twarzy,

gdy rzucasz ciało jak puchy świetliste,

wiotkie jak śpiew, a z nim odbicie czyste,

by mieć twarz jedną nieodbitą w ciszy,

napiętnowaną śmierci czarnym krzyżem,

myślisz, że z Boga musi być ta miłość,