wstaje i jeszcze czarny od pyłu bitwy — czuje,

że skrzypce grają w nim cicho, więc idzie ostrożnie, powoli,

jakby po nici światła, przez morze szumiące zmroku

i coraz bliższa jest miękkość podobna do białych obłoków,

aż się dopełnia przestrzeń i czuje jej głosik miękki

stojący w ciszy olbrzymiej na wyciągnięcie ręki.

«Kochany» — szumi piosenka, więc wtedy obejmą ramiona

więcej niż objąć można, kochając jedno ciało.

Dłoń wielka kształty fałduje za nieba czarną zasłoną

i kreśli na niej zwierzęta linią drżącą i białą.