Witaj, a nie płacz mi. Ja zawsze senny,

w nocy skrojony na kształt owych dawnych,

idę w pochodach, w cieniach jak sam ciemnych

i nigdy znaleziony, nigdy wiarą sławny,

a tylko ręce wspieram o ten słup z przestrzeni.

Gram. Jestem rycerz — Boga zamyślenie.

Ach, lądy jak pióropusz dymu ogień wzbija.

Mijam morza rozległe jak błyszczące ryby.

Gwiazdy spadają w ciszę. Psy przed domem wyją

i złote deszcze iskier — jak żuki o szyby.